Droga do wolności

Wychuchane, wypieszczone dzieci, obserwowane na każdym kroku bacznym okiem rodzica. Nie wypuszczane za żadne skarby za daleko od domu bo niebezpiecznie, edukowane, upominane i trzymane pod kloszem. Znajomy obrazek? A kolega z klatki obok nosi zakupy i klucz na szyi, znosi rower po schodach i biega po podwórku do późnego wieczora. Sam, z kolegami. Dzieci w jednym wieku. Skąd ta różnica w wychowaniu? Czy jeden sposób od drugiego może być w ogóle lepszy albo gorszy? Chciałabym tak puścić młodego, tak żeby poleciał na dwór pobawić się sam, choćby do piaskownicy czy do kolegi krzycząc „niedługo wracam, mamo!” Ale on nie chce, za malutki? Syneczek mój kochany? Jak tu wpleść mu ten zew wolności, tę chęć przestrzeni, zdobywania nowych doświadczeń, nawiązywania nowych przyjaźni? Już dawno zastanawialiśmy się kiedy przyjdzie na niego pora, kiedy wyfrunie nam z domu i będzie wolał spędzać czas z kolegami, chyba jeszcze jednak nie czas, na razie woli przy nas, z nami, w domu, bezpiecznie. Ja tez wolę, chyba jestem z tych matek bardziej bojących się o każdy jego krok.

Całe szczęście, że nie trzyma się tej przysłowiowej spódnicy tak kurczowo, że potrafi jeszcze pojechać rowerem hen przed siebie, oczywiście w zasięgu wzroku, odwracając się dopiero na końcu alejki. Rower, hulajnoga, biegówka, to chyba jedyne sprzęty ku drodze do chwili wolności, bezpiecznej wolności mojego prawie pięciolatka. To tu serducho się cieszy na widok uśmiechu gdy tak pędzi przed siebie, że aż mi się uda głębiej odetchnąć jak widzę tą radość, ten wiatr we włosach. Niech korzysta myślę sobie, niech mknie, niech pędzi, niech zasuwa na tej hulajnodze ile tylko sił w nogach! Zaczarowane są te sprzęty, tyle radości, tyle możliwości, a może to po prostu dziecięcy świat widzi to w takich barwach kolorowych, czerpie niewyczerpalne szczęście z siły prędkości uderzającej w policzki.
Fajowo, że tak może, a jak mu się znudzi hulajnoga, to zmienia na rowerek, a jak zobaczy jak się zmienia za pomocą jednego guzika to zmieniałby tak w kółko. Raz rowerek, raz hulajnoga a sprzęt jeden, opatentowane rozwiązanie. Ekstra! Scootandride to wynalazek jedyny w swoim rodzaju, sprawdźcie tu: comabubulinka. Wykonanie pierwsza klasa, stabilny, komfortowy, trwały i cichy.

Młody oglądał sprzęt po stokroć, poznawał budowę i czytał oznaczenia, był zafascynowany wielozadaniowością a kolory – jego ulubione. Dzień dziecka zdominowany przez Scootandride, od teraz zamianka rowerka na hulajnogę i droga do przedszkola i powrót do domu okaże się najmilszą częścią dnia. Sezon na rowerki biegowe, hulajnogi i naukę jazdy na dwóch kółkach czy też rolkach, wrotkach i tym podobnych otwarty na oścież! Zaczynają się piski krzyki, szum przefruwających dzieci obok Ciebie na chodniku, fru rower fru hulajnoga! A to małe moje fru! na biedronie – takiego ma Biedrona – jak Gaston z bajki, ale o Gastonie w następnym poście 😉

https://www.facebook.com/ScootandridePolska?fref=ts


Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij