Tygodniowy obóz przetrwania

Zróbmy eksperyment. Tygodniowy. Dajmy naszym dzieciom prawo wyboru i decydowania – warunek: większe prawo wyboru niż dotychczas… i zobaczmy co się stanie.
W biegu, w pośpiechu, ciągle spóźniona, na nic nie ma czasu, tysiąc spraw do załatwienia a oni ciągle się ociągają. Bluzki nie założą, butów nie zasznurują, szalik źle zawiążą – zrobię to szybciej/lepiej/dokładniej.. bo inaczej się spóźnimy. Tak jest i u Was?
Robimy tysiące rzeczy wyręczając nasze maluchy na każdym kroku bo wydaje nam się, że ciągle są do czegoś za małe. Dwulatek sam założy buty? A skąd! Będzie siedział dwie godziny – nie prawda spróbujmy dać mu szansę, moja umie to znaczy, że i Wasze mogą. Pięciolatek poodkurza? Lepiej zrobić to samemu niż patrzeć pół godziny jak siłuje się z odkurzaczem i owija w kółko. Wystarczy jednak dać im trochę więcej swobody i zaufać a siebie uzbroić w wieelką dawkę cierpliwości (tak niewiele a jednak trudne?) i obserwować co będzie się działo. To byłby i dla Was obóz przetrwania, przezwyciężenia chęci wyręczania we wszystkim. Dziecko lubi poznawać i zdobywać nowe umiejętności. Wręcz uwielbia, wykorzystajmy to w nauce samodzielności i zachęcajmy go to tego. Wyjdzie nam na dobre, jeśli odważymy się oddać mu trochę swojego czasu.
Nie zakładamy więc za niego skarpetek, nie przewijamy spodni na prawą stronę bo źle się zdjęły, nie zasuwamy suwaka w kurtce i nie podajemy wszystkiego pod nos. Zasada jest taka, że pomagamy dopiero wtedy kiedy dziecko wyraźnie o to poprosi lub ewidentnie wyrazi chęć przyjęcia pomocy.  Pomijam wymuszanie i wygodnictwo kilkulatków, którym się po prostu nie chce. Mówię o szansie dla dzieci, które chciałyby a mogą nawet nie wiedzieć o tym, że chcą. Nie zdążą nawet pomyśleć jak zakłada się tego buta bo mama dawno już to zrobi.
Zatrwożyłam się ostatnio widząc równolatkę Tomika, (przypomnę – 5 lat) której mama podniosła nóżkę bez słowa i zakładała but za butem, po czym kurtkę, szalik, czapkę a dziecko poddawało się tym czynnościom obsługowym jakby było nadal niemowlakiem i nie miało nic do powiedzenia. Rozumiem, że trzeba pomóc zawinąć, odwinąć czy nawet pokazać jak ale lepiej uczyć niż wyręczać. Dbajmy o to żeby rozwój naszych dzieci przebiegał naturalnie, oddajmy im trochę samodzielności w tym świecie, w którym przed wszystkim je chronimy. Nie bójmy się, że nie będą nas potrzebować kiedy same się nauczą bo tylko w oczach mamy dziecko zauważy tak wielki zachwyt i uznanie z osiągniętego celu. Bądźmy przy nich i dajmy się wykazać, zostawmy ich na tydzień z możliwością działania i zobaczmy co się stanie.
To takie trochę odstawianie od piersi czy wysłanie dziecka na pierwszy obóz wakacyjny, odcięcie pępowiny, która zawsze jest tym symbolem. Krok po kroczku trzeba zacząć godzić się już z tym, że dzieci rosną i chcą być samodzielne. Im wcześniej damy im na to szansę tym lepiej dla nas i dla nich.
P.S. Fajnie sobie tłumaczę, że mi dzieciak za szybko rośnie? Przecież on zaraz idzie do szkoły!!
Staram się jakoś to ubrać w słowa i nadac temu inny tok rozumowania, żeby nie widzieć w myślach jak planuje już przeprowadzkę z kolegami do akademika ;(

I coś na deser <3

Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij