Kiedy dziecko się boi – ile w tym złego, a ile dobrego?

Uuuua! Grrr! Jaki ten lew jest straszny! I groźny! Mamo! Szkoda, że ja nie mogę na niego naryczeć – bo by się mnie bardzo przestraszył, prawda? – Tomik, lat 6. Superbohater i pogromca lwów. Niczego się nie boi, o siostrę walczyłby z każdym. Zapewne wystraszyłby pół osiedla swoim złowieszczym rykiem. Nie zawsze jednak tak było. Jak każde dziecko, Tomik też się boi.

Nie zawsze to mówi, nigdy nie pokazuje. Swoją pokazową odwagą stara się stłumić własne niepokoje. Dziecięcy lęk jest naturalny, strach to prezent od natury, ostrzega przed niebezpieczeństwem – przeczytałam ostatnio. Dzięki niemu żyjemy, wystrzegamy się go, aby przetrwać. Pomaga się uratować i mobilizuje nas do ucieczki. Nie zawsze jednak ten strach, to to samo, co dziecięcy lęk.

Dziecięcy strach jest naturalny

I spotkamy się z nim na każdym etapie rozwoju. Maluszek będzie bał się warczącego odkurzacza, a przedszkolak nie zaśnie bez nocnej lampki z powodu groźnego potwora pod łóżkiem. Dzieci muszą oswoić się z niektórymi „strachami”, poznać je i oszacować niebezpieczeństwo. Z naszą pomocą, ale nie na siłę. Żeby nie utrwalić w dziecku lęku, należy być bardzo ostrożnym. Czasem możemy delikatnie oswajać dziecko, pozwalając pogłaskać znajomego psa, który tak głośno szczeka. Możemy też wyruszyć do zoo, pooglądać te straszliwe zwierzęta, które straszą w bajkach i przekonać się, że nie koniecznie robią komuś krzywdę. Ciekawe są też terapeutyczne bajki, o bohaterach, którzy poradzili sobie ze strachem, lub opowieści o swoich straszydłach z dzieciństwa. Strach przed pędzącymi autobusami, żeby pod nie nie wpaść, czy strach przed obcymi, o ile nie jest zbyt paniczny zostawiłabym w spokoju. To raczej te, z gatunku „ku przetrwaniu”. Niektóre sprawy musza iść własnym torem i lepiej oswajać z nimi dziecko stopniowo.

Przytulanie działa cuda

Naszą rolą jest pokazanie dziecku świata. Jego dobrych i złych stron, trwanie przy nim, ale z czasem pozwolenie na pierwszy samodzielny krok. Gdy dorastają, puszczamy je wolno… lub puszczają się same… Niech nie zmyli Cię jednak dorastająca panna, czy mężny kawaler. Który być może rośnie jak na drożdżach i radzi sobie świetnie w szkole. On też potrzebuje przytulenia, mimo, że się o nie nie upomni i nie przybiegnie w podskokach radości, jak za czasów, kiedy miał zaledwie kilka lat. Sześcio, siedmio, ośmiolatki, niby takie dorosłe i samodzielne – potrzebują tulenia i bliskości, aby poczuć się bezpieczne. To, czego się boimy – zmienia się wraz z wiekiem, ale potrzeba bliskości, bezpieczeństwa i akceptacji towarzyszy nam przez całe życie. Małe dzieci nie potrafią ich rozpoznawać i nazywać, ale w zaspokojeniu ich kryje się bardzo wiele. Pozwólmy dzieciom czuć swoją miłość, na co dzień. Tym małym i dużym.

Opanuj się i licz się ze słowami.

Temat bicia mamy już za sobą, prawda? Pisałam o tym w poprzednim wpisie – „Zaciśnięta pięść, łzy niemocy…” – załóżmy więc, że to, o czym mówimy, to nie lęk przed podniesioną dłonią, która powinna głaskać po głowie, a nie wymierzać klapsy.  Oprócz znanych klapsów istnieją jeszcze inne formy, wywołujące niepokój u dziecka, które pochodzą prosto od jego rodziców. Celują w nie z zamachem, poza świadomością mamy i taty. Dziecko odbija Twój strach jak lustro, Twój niepokój i roztargnienie spływa na niego w naturalnym spadku. Musimy mocno zwrócić uwagę na siebie i swoje zachowania. Tym bardziej wtedy, kiedy niepokoi nas zachowanie dziecka. Nasze krzyki, zakazy i frustracje. Nasze niskie poczucie własnej wartości. Nasze nadmierne nerwy i strach o lepsze jutro?

Co może wywoływać straszne emocje u dzieci.

Pamiętaj, gdy codzienne lęki są stale przerażające dla dziecka, nie można przejść obok nich obojętnie. Warto zastanowić się nad ostatnimi wydarzeniami, kiedy dziecko budzi się w nocy z płaczem. Przyjrzeć się uważnie, ile i jakie ogląda bajki, kiedy staje się bardziej agresywne lub wyjątkowo lękliwe. Trzeba być czujnym, kiedy dziecko stało się bardziej drażliwe, płaczliwe czy złości się bez powodu. Stałe napięcie u dziecka, może też powodować złe samopoczucie. Dobrym sposobem na rozładowanie dziecięcych żywiołów i emocji jest spędzanie większej ilości czasu na powietrzu, inicjowanie wymagających ruchowo zajęć. Wiadomo, kiedy fizycznie dziecko się rozładuje, pomoże mu to w uwolnieniu zebranych z całego dnia przeżyć. Musimy też być przy nim blisko, otworzyć się przed nim i jemu dać się otworzyć. Często nazywać swoje emocje i rozmawiać o zachowaniach, które są ok, a które nie. Pozwolić na przezywanie złości, a nie tłumienie jej. Dać szansę na krzyki radości i dziecięcy spontan. Nawet, kiedy nam będzie wydawało się to przesadne.

Dziecko, to mały człowiek. Przeżywa dokładnie to samo, co my. Ma swoje smutki i żale, miłości i zawody. Towarzyszą mu te same emocje, co nam, dorosłym. Nie potrafi ich jednak nazwać, nie zawsze jest ich świadomy, czasem się do nich nie przyznaje. Czasami je wyolbrzymia tak bardzo, że trudno nam to zaakceptować. Ale wtedy dziecko poznaje siebie. Swoje możliwości i swoje granice. Dowiaduje się, kiedy jest mu dobrze, a kiedy źle. Ma prawo do strachu i do złości tak samo jak do radości i szczęścia.

Pozwólmy im to poznać. Po swojemu.

 

dsc_0340

dsc_0206

dsc_0331

dsc_0366

dsc_0317

dsc_0288

dsc_0235

dsc_0152

dsc_0128

dsc_0190

dsc_0200

dsc_0127

dsc_0110

dsc_0109

dsc_0399

dsc_0371

dsc_0368

dsc_0338

dsc_0280

dsc_0168

dsc_0101

dsc_0093

dsc_0085

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij