Czy różowe jedzenie smakuje lepiej?

Nie jadam różowego jedzenia prawie nigdy, tylko w walentynki. Nigdy tak słodko jak w walentynki w całym roku nie bywa. Żaden dzień oprócz walentynek nie mdli tak różem i czerwienią. Zakochani tego nie widzą, czują się jak u siebie, swobodnie i swojsko, wśród kwitnących na każdym kroku róż i pudełek czekoladek. Pierdzące serduszka, wszędzie miłość, szczęście i splecione ręce. Dla samotnych jednak przedłużający się bez powodu wieczór topiących w winie smutki. Wyjątkowości temu dniu nie można jednak odmówić. Pierwsze pocałunki, ta nagła odwaga na wyznanie miłości, oświadczyny – typowe, i ta wolność w obżeraniu się różowymi słodyczami!

W tym roku wcześnie, bo już. Różową miętę poczułam już pod koniec stycznia i w najbliższym czasie będzie na blogu jeszcze kilka różowych niespodzianek! Walentynki, walentynkami ale najpierw… Urodziny Natki – zobowiązują, c’mon! Kto ma w domu kilkulatkę ten wie, jakie znaczenie dla dziewczynki potrafi mieć kolor. Nawet jeśli chodzi o kolor jedzenia. Wiecie też już na pewno jak łatwo można doprowadzić do życiowej tragedii podając jej łyżkę nie w TYM kolorze! Trzylatki rządzą, wymagają, krzyczą i dość wyraźnie okazują swoje uczucia. Jeśli się smucą, to na maksa, jak się cieszą, to do szaleństwa! Nie uznają kompromisów i męczą tak długo, aż osiągną swój cel. Przynajmniej moja. Wybrzydzają, wybierają bez końca, nie mogąc się zdecydować. A kiedy już podejmą decyzję, zaraz płaczą, że ta jednak nie była tą najlepszą. Wtedy potrzebują przytulasków i całusków bardziej niż ktokolwiek na świecie, zwijają się w kłębuszek na kolanach u mamy i tulą się jak myszki. Zagubione, wciąż szukają towarzystwa i jeszcze chcą chodzić za rękę. Zwłaszcza wtedy kiedy czegoś od nas chcą, bo kiedy nie chcą, udają że są takie samodzielne i samowystarczalne. Wtedy ich ulubionym słowem jest „sama”! Chyba, że coś znów nie wychodzi wracają, szukając pomocy. Choć nie zawsze chcą o nią prosić, najlepiej jak ktoś się domyśli po prostu. Ach!

Kobietki takie, tylko tak słabiutko doświadczone. Mają te swoje kobiece geny, to trzeba im przyznać. Nie wiedzą jednak jeszcze za bardzo jak się z nimi obchodzić. Kochają malować usta i kręcące spódniczki i nie mają umiaru w miłości do różu. Róż, wszędzie róż i koniec. Fiolet wchodzi jeszcze u nas w grę, ale zależnie również od humoru i niezmiennie jednak z kręcącą spódniczką. Małe damy, które w sekundę zmieniają oblicze i migiem potrafią stać się znów dzidziusiami i chcą na rączki. Żeby zaraz znów oburzyć się, kiedy mówimy do nich, że są takie malutkie a one przecież już prawie dorosłe! Trzylatki, przypominam.

W tych kilku słowach wyjaśniłam właśnie skąd u nas to różowe jedzenie. Być może nie zbyt jasno i dokładnie, ale mniej więcej wiecie o co chodzi? Jest coś około północy, upiekłam dziś biszkopt, ciastka, zrobiłam domowe lody i inne słodkości-niespodzianki. Pomalowaliśmy ścianę na biało, bo szary już się znudził a róż nie wchodził w grę i zrobiłam jeszcze paznokcie. Maraton urodzinowy zbliża się wielki krokami, więc sama nie wiem w co ręce włożyć. W myślach mam już tylko torty i desery, dekoracje i balony. Róż i kwiaty i znów balony i tort. Ciasteczka i babeczki, galaretki i lody. W głowie słyszę już piski radości i szaleńcze krzyki w zabawie. Czuję już nawet łzy napływające do oczu, na samą myśl o chwili, kiedy będzie dmuchała świeczki.  O matko! 3 lata! Czas start!

I kto by kiedyś pomyślał, że będę miała taaaką córę i będę jej piekła różowe ciasteczka! Sama przyjemność, żeby nie było.

 

DSC_0072_1

DSC_0026

DSC_0039

DSC_0020_1

DSC_0010

DSC_0014

DSC_0089

DSC_0094

DSC_0052

DSC_0058

DSC_0086

 

Składniki na ok 2 blachy ciasteczek:
490 g mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
3/4 łyżeczki soli
114 g miękkiego masła
280 g cukru
3 duże jajka
1 łyżka mleka lub maślanki
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 łyżeczki soku z cytryny
różowy barwnik w żelu/ sok z malin
160 g cukru pudru + cukier do posypania
Wykonanie tych ciasteczek jest dość proste i szybkie. Piecze się je tylko ok 13-14 minut ( nie więcej!), żeby pozostały miękkie w środku w  temperaturze 175 stopni.  Trzeba jednak ochłodzić ciasto w lodówce ok 2 godziny przed formowaniem i pieczeniem. Mówię od razu, żeby nie było!

Mąkę, proszek, sodę i sól przesiać do miski. W drugiej misce utrzeć masło z cukrem oraz jajka. Dodać mleko z wanilia i sokiem z cytryny. Na koniec zabarwić. Można użyć barwnika, ja nie miałam, dolałam sok z malin i odrobinę z buraka.
Połączyć masę z mąką i dalej ubijać do uzyskania jednolitej masy. I tyle w sumie, teraz jest ten moment kiedy ciasto należy wstawić do lodówki na ok 2 godziny.

Po wyjęciu ciasta należy formować małe kuleczki i obtaczać w dość dużej ilości cukru pudru, tak, żeby część mogła się wchłonąć a na wierzchu została jeszcze „skorupka” do popękania. Ciasteczka sporo rosną więc układając je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia należy zachować odstępy.

Przepis znalazłam u Pinkhungry

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij