To niebezpieczeństwo, które czyha na każdą matkę. Na Ciebie też!

Znienacka i z nieszczerym spokojem, po cichu i bez zapowiedzi. Czmychając chytrze w najmniej oczekiwanym momencie. To niebezpieczeństwo, które czyha na każdą matkę. Na tę, która miała to szczęście spełnić swe marzenia o dziecku. Na tę, która odetchnęła w końcu z ulgą witając swoje maleństwo na świecie. Na tę również, która poczuła się w końcu spełniona. I ono właśnie wtedy nadchodzi. Nadchodzi wtedy, kiedy Ty spodziewasz się go najmniej. Przez długi czas nie masz pojęcia nawet o jego istnieniu i beztrosko tulisz swoje maleństwo w ramionach miłości. Nie zdajesz sobie wtedy sprawy, jak szybko poczujesz ten strach.

Strach rodzi się podobno wraz z dzieckiem. Obawa o jego zdrowie i powodzenie w życiu. Dreszcze niepokoju i gorączka zazdrości. Ciągłe zagadki i poczucie winy. Matczyne przewidywanie najgorszego i troska o każdą chwilę. Nieodparta chęć zamknięcia maleństwa w złotej kuli czy pod innym szklanym kloszem. Ciągła gonitwa myśli i walka serca i rozumu.

Ukojeniem tego strachu staje się oczywiste z czasem utrzymanie choć na chwilę dziecka w ramionach. Mocne przytulenie dające pewność, że wszystko jest w porządku. Schowanie młodego pod swoje skrzydła i chronienie go przed światem. Ta jedna chwila dająca Ci choć na moment ulgę, przynosząca ukojenie. Po całym dniu rozterek i zadawania pytań lub po całej nocy niepewności. Jedna chwila podnosząca ciśnienie i przyspieszająca bicie serca z powodu nadmiaru miłości. Sekundy wzruszenia miedzy codziennymi obowiązkami. I to wystarczy. Wystarczy Ci kilka razy dziennie lub raz na kilka dni. Uwielbiam tak złapać jedną i drugiego, zatopić się w pachnącym ciepełku malutkiego ciałka. Ugłaskać i spojrzeć prosto w rozbiegane oczy i przycisnąć do siebie te nieokiełznane potworki. Nie zdające sobie sprawy z powagi sytuacji odwdzięczają się zawsze tym samym, choć ułamkiem chwili, pogłaskaniem po włosach czy zatopieniem się w ramiona. Z potwierdzeniem, tak jakby, że wszystko jest OK, mamo. I idą bawić się dalej. Oni wiedza już dokładnie kiedy ja to robię. Kiedy podchodzę do nich ze łzami prawie w oczach bez słów wyznając miłość ponad życie. Dziękując w myślach za to, że ich mam, że mogę tu i teraz upewnić się, że jest OK. Dają mi to poczuć, ratując mi życie i przywracając miarowy oddech. A ja choć na moment mogę złapać więcej powietrza i poczuć ukojenie. Odsuwając w myślach chwilowo to niebezpieczeństwo, które czyha za każdym rogiem, a ja głupia boję się go na dodatek. Boję się go tu i teraz i boję się tego za 20 lat.

Nie wszystko jest jasne, pewne, stałe i klarowne. Nie wszyscy są szczerzy, mili i poprawni. Świat jest zły, podły i tylko w malutkich zakamarkach szczęśliwy. W tych, które schowamy sobie tylko dla siebie nie pokazując ich innym ludziom. Tam jest nam dobrze, tam, gdzie możemy uciec. Nie to, co odkryjemy przed światem i damy całkowicie na pokaz daje nam szczęście, tylko to, co mamy na wyłączność. Moje samotne poranki, spokojne wieczory, weekendowe spacery, offline. Zamknięcie na chwilę z złotej kuli czy pod innym szklanym kloszem tylko dla siebie. Przytulanie bez słów, głaskanie po buzi. Patrzenie w oczy i ciche „kocham Cię”. Tak rzadko, za rzadko. Ale kiedy już złapię tę chwilę, trzymam ją namiętnie. Tak, jak dłoń trzymana raz na jakiś czas z utęsknieniem. Niby nic, a podnoszone do rangi cudu. Niby zwykli mali ludzie a traktowani jak największe skarby.

Nie jestem pewna czy jeszcze kiedykolwiek, cokolwiek da mi takie ukojenie jak utulenie mojego własnego dziecka z potwierdzeniem, że wszystko OK. Czy jakakolwiek chwila da się jeszcze zapamiętać tak mocno jak ta, kiedy moje poczucie spełnienia i bezpieczeństwa jest sna 100%. Kiedy łzy płyną w środku dnia w chwili odskoczni od zwykłych obowiązków. Tylko przy nich czuję ulgę bezpieczeństwa i osiągam duchowy spokój. Ukojenie, relaks i spływającą bezinteresowaną miłość. Tylko wtedy, kiedy mam pewność, że nic im nie jest czuję, że to niebezpieczeństwo się oddala. Ale tylko na chwilę…

 

 

Kiedyś i oni dadzą mi wreszcie święty spokój!

 

 

 

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Komentarze
(post)

  1. malwinagtb napisał(a):

    Na szczęście to uczucie z wiekiem pojawia się rzadziej. Nie do zniesienia było dla mnie, kiedy pojawiało się niezliczoną ilość razy w ciągu dnia tuż po urodzeniu każdej z moich córeczek.

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij