Po drugiej stronie matki

Tak bardzo za nią tęsknię. Za dziewczyną po drugiej stronie matki. Schowaną skrzętnie za realiami codzienności, wciśniętą w kąt rzeczy zapomnianych i wciąż niezałatwionych. Słabo ją już widać, uparcie odchodzi i ustępuje miejsca nadrzędnej roli w moim życiu. Wyrywam jej cząstki dla siebie czasem, wspominając beztroskę i wolność. Tęsknię za nią często. Za tą radosną dziewczyną mającą podbijać świat! Tą w satynowej koszulce a nie w wygodnej bawełnie. Tęsknię za tą kreatywną, rozpromienioną, rozkochaną w świecie i szukającą przygód ciągle. Nie tą stateczną i zrównoważoną, mądrą i rozważną. Ta z drugiej strony wieczorami marzyła o nieosiągalnych rzeczach a nie zamartwiała się bez końca cierpiąc na bezsenność. Uśmiechała się wstając rano, szeroko otwierając oczy.

Dziś te oczy są zmęczone, ręce spracowane a serce wciąż bije za szybko nie mogąc naleźć odpoczynku. Smutno mi czasem, kiedy wydaje mi się, że nie nadążam, że to nie dla mnie, że nie dam rady dłużej. Odwracam się wtedy i szukam tej drugiej lecz wiem, że tam powrotu już nie ma. Wkroczyłam na wyższy level i muszę iść dalej. Życie popycha mnie skutecznie i nie daje się poddać. Przypomina mi o niej, żebym mogła nabrać sił do następnych niby zwykłych codziennych wyzwań. Daje mi poczucie, że dam radę mimo wszystko.

Wciąż mam w sobie jednak trochę tego szaleństwa i młodzieńczego buntu. Wciąż korci mnie żeby zrobić coś na opak, wbrew zasadom, sprzeciwiając się systemowi. To dla mnie jednak teraz rozrywka a nie codzienność. Pohamowałam już swoje zapędy ciągłego niespełnienia. Czasem tylko tęsknię do tej drugiej strony matki, kiedy miesiącami nie mogę jej odnaleźć i nie mam dla niej czasu. Nawet kiedy uda mi się „zaszaleć”, przez dzień czy dwa „ONA” budzi się we mnie szybko ze swymi matczynymi obowiązkami z tej drugiej strony. Grożąca palcem na widok samych mych myśli, choć nic jeszcze przecież nie zrobiłam. Musze się z nią liczyć i godzić się wciąż.

Czasem wydaje mi się nawet, że swoje już zrobiłam. Mam uczucie, że moja rola skończyła się na odpieluchowaniu i nauce chodzenia.  Jestem matką już 6 lat i mam odchowane dzieci. Są na tyle duże, że wydaje mi się, że pora już puścić je w świat. Na tyle mądre, że wydaje mi się że myślą bardziej trzeźwo niż ja a czasem to nawet myślą już za mnie.
A później znów rodzi się we mnie to macierzyńskie uczucie, które dostałam w prezencie przy pierwszym porodzie. To wzruszające rozgrywanie serca z miłości na każdą myśl o własnych dzieciach. To podnoszące ciśnienie i otwierające oczy przekonanie, że nic lepszego trafić mi się nie mogło. Ta wdzięczność i poczucie spełnienia. Wtedy uśmiecham się najmocniej, kiedy zdaję sobie sprawę jak dużo przeszłam, jak wiele osiągnęłam ile rzeczy na raz godzę. Wtedy jestem gotowa nawet stwierdzić, że moje zdrowie psychiczne ma się nawet całkiem dobrze 😉
Odzyskuję wiarę w siebie. Ta nierozerwalna więź, która pozwala mi na bycie matką z tej drugiej strony uwalniając trochę tą młoda dziewczynę z przeszłości daje mi siłę. Łącząc zabawę z nauką, radość ze zdrowym odżywianiem, czas wspólnie z nimi spędzony z moimi przyjemnościami wydaje mi się, że osiągam równowagę. Jestem fajną dziewczyną a zaraz potem zrównoważoną matką. Raz jestem mądra i trzeźwo myślę aby za chwilę kaprysić niczym księżniczka. Myślicie, że nie chciałabym być księżniczką?!  A jakże! Mimo moich zapędów ciągłego niespełnienia i coraz trudniejszej codziennej wspinaczki marzę o leżeniu do góry brzuchem wśród osób, które wszystko za mnie zrobią. Kiedy nie mam czasu na wizyty w spa i u kosmetyczki organizuję sobie domowe spa w domu. Robię zdrowotne koktajle i domowe maseczki tylko ze składników z mojej kuchni. Zapraszam dzieciaki do zabawy, próbowania i mazania. Spełniam wtedy moje potrzeby z dwóch stron tej matki. Udaję, że dobrze o siebie dbam i nie zaniedbuję dzieci.
Coraz więcej rzeczy robimy razem. Nie mam już szans na samotne zakupy włóczącą nogą po galeriach handlowych. Biegnę przez korytarze półek tak szybko, że ślizgam się na butach i driftuję koszykiem. Wyliczam czas na obowiązki tak, żeby nie kolidowały z zajęciami dzieci. Zaniedbuję porządki, kiedy oni chcą wyjść na podwórko. Zapominam o maseczkach i peelingach, kiedy wiem, że oni potrzebują moich kołysanek i głaskania po główce. Wspólnie z nimi gotuję, żeby łączyć przyjemne z pożytecznym. I dla zaoszczędzenia czasu. I żeby nie musieć wybierać. Poddałam się tej roli, zostawiając sobie jednak wciąż tę drugą stronę matki…

 

 

 

 

Lubię brudzić w kuchni i dawać dzieciom eksperymentować. Łącząc przyjemne z pożytecznym robimy zdrowe koktajle i domowe maseczki. Babycook od Beaba daje nam ostatnio nieograniczone możliwości. Gotujemy i tworzymy nowe smaki, czasem smaruję tym buzię a czasem oni mi to wyjadają. Tak było z moją maseczką z płatków owsianych. Połowę mi zjedli!

Przepisy na proste domowe maseczki!

 

Wygładzająca maseczka z płatków owsianych:

3-4 łyżeczki płatków owsianych połączyć z miodem i bananem. Dodać kilka kropli soku z cytryny.

 

Nawilżająca maseczka z banana:

Banana połączyć z miodem i jogurtem. Nałożyć na twarz na ok 20 minut.

 

Odświeżająca maseczka z ogórka:

Pół ogórka zmiksować w blenderze z łyżką jogurtu.

 

Inne przepisy na dania, które z łatwością przygotujesz w Babycook:

 

Dobre Dla Dzieci – Mocno uwielbiany Serek Homogenizowany z owocami

 

Dobre Dla Dzieci – smaczny i zdrowy Krem Czekoladowy

 

 

Chcesz zdrowo odżywiać dzieci ale nie masz czasu? Mój pomysł na ostatnią deskę ratunku!

 

 

Dobre Dla Dzieci – Szybkie pasty na kanapki

 

Dobre Dla Dzieci – Aż ZA Dobre batoniki zbożowe z musli + mleko kokosowe.

 

Jaka jest największa potrzeba matki? Musi wciąż czuć się potrzebna.

 

 

 

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij