Do każdej matki dziecka, które JESZCZE czegoś nie umie.

MOJE dziecko jest najlepsze, najpiękniejsze i najbardziej kochane. Wszystko potrafi najlepiej, robi to najszybciej i jest doskonałe. Stworzone z miłości i wychowywane w pełni szczęścia. Jest tym samym lepsze od Twojego bo i ja jestem lepsza od Ciebie.

O wiele lepsza.

Mimo, że nie wprost, słychać to wszędzie. Te spojrzenia dumnych mam i ciągłe pytania z porównywaniem w tle. Odliczanie miesięcy i konkretnych dat. Zadowolenie ze zwycięstwa, które przecież nie jest nasze. Słucham tak czasem i myślę, że bliżej temu do satysfakcji z wyhodowania sobie małej, zdolnej istotki niż do radości z osiągnieć dziecka. Rozwój maluchów wynikający z ich natury nie powinien być tematem rywalizacji matek. O ile w późniejszym wieku nasz wpływ na rozwijanie umiejętności i pasji może być widoczny, to co mamy niby wspólnego z naturalnym postępem w np. takiej umiejętności chodzenia? Mówienia? Predyspozycje dziecka do uczenia się nowych rzeczy możemy jedynie wspierać, osiągnięcie kolejnych etapów to sprawka raczej jego natury. Nie nasz sukces, nie nasza zasługa. Różnice w czasie sięgają czasem nawet kilku miesięcy, nie sądzę jednak żeby był to dobry powód do porównywania i oceniania dziecka. Myślę, że na świecie nie ma ideałów. Nie ma idealnych rodziców, rodzin bez skazy czy mrożących krew w żyłach historii. Nie ma człowieka bez drzazgi w sercu czy brudu za pazurami. Nie ma, to pewne. Niech ktoś pierwszy rzuci kamień… Nie ma też idealnych dzieci, które wszystko robią książkowo. A tym bardziej, nie możemy od nich wymagać aby takie były. To w efekcie nie będzie dobre ani dla nich ani dla nas. Rodzi niepotrzebne frustracje i niepokój. Nie każdy to jednak rozumie, mamy walczą między sobą jak lwice!

Wyścig mamusiek

Nie jesteśmy stworzone do porażek, przyznawania się do błędów i godzeniem się z wyższością innych poglądów. Mamy w naturze walkę o przetrwanie i obronę rodziny. W każdy możliwy sposób i za wszelką cenę. Nie przyznamy łatwo, że idzie nam gorzej, że nasze dziecko jest słabsze lub osiągnęło coś wolniej. Jak to brzmi w ogóle?! Na wszystko mamy wytłumaczenie a jak już nie mamy, to zawsze zostaje nam atak, prawda? Kiedy skończą się już argumenty, znajdziemy coś do wytknięcia komuś innemu i na chwile jakby nam lżej.

Przechwalanie się umiejętnościami dzieci (niezależnymi przecież od naszej woli) to dla mnie jak udział w wyścigach jedzenia pączków. Opychasz się złudną słodkością po krańce swych możliwości a na koniec i tak odbija Ci się to czkawką. Bez względu na wynik. TO nigdy nie kończy się dobrze, bo w porównywaniu ktoś zawsze zostaje gorszy. Raz ten ktoś, a drugi raz niestety pada na Ciebie. Wtedy przestaje być przyjemnie, prawda? Dlatego zostawmy dzieciom, co dziecięce. Ich możliwości porażek i umiejętność podnoszenia się. Wolę walki i osiągania czegoś dla siebie, nie na pokaz. Na tym zależy nam przecież najbardziej. W efekcie to ich zadowolenie ma być na pierwszym miejscu a nie chęć zadowolenia rodziców.

Czas na samodzielność

Tak trudno wyważyć ilość wsparcia dawanego przy pomocy dziecku a przestrzeni na rozwijanie jego samodzielności. Kiedy chcemy aby nauczyło się czegoś dobrze walczymy, by wzbudzić w nim chęć osiągnięcia celu. Czasem zapominamy się w tym tak bardzo, że dotarcie do mety jest dla nas ważniejsze niż sama ku niej droga. Kiedy zapędzimy się w egzekwowaniu tej samodzielności zapominamy o zwyczajnym podaniu ręki słabszemu w trudnych chwilach. To, że dziecko opanowało już jakąś umiejętność nie oznacza znów, że nigdy więcej nie powinno dostać pomocy przy jej wykonywaniu. To, że potrafi chodzić samo nie musi znaczyć, że nikt nigdy nie weźmie go więcej na ręce. Albo to, że samo potrafi już zasypiać nie musi wcale znaczyć, że mama już nigdy więcej nie ulula go do snu śpiewając najpiękniejsze kołysanki. Kiedy ktoś coś dla nas robi, nie oznacza przecież, że sami byśmy sobie  z tym nie poradzili. Czasem potrzeba nam jednak wsparcia a nawet wyręczenia w prostych czynnościach. To daje nam poznać, że mamy obok ludzi, z którymi życie jest łatwiejsze i piękniejsze. Możemy czuć, że zawsze czeka na nas pomocna dłoń tam, gdzie nasze silne i samodzielne ręce mogą już nie dać rady lub zwyczajnie potrzebują odpocząć.

Tak też jest z dziećmi. Potrzebują autonomii i przestrzeni do zdobywania szczytów najwyższych gór samodzielności. Nad wszystko jednak cenią sobie obecność rodzica w tym ciężkich trudach. Jestem więc zdania, że wciąż uczymy się tylko równowagi między wyręczaniem a motywowaniem bo tak ciężko ją znaleźć. Wciąż walczymy ze sobą aby dobrze nauczyć nie naciskając i dać przykład nie robiąc wszystkiego za dziecko. Wskazać dobrą drogę do samodzielności bez porównywania i oceniania. Nie umiemy tego. I lepiej, żebyśmy to wiedzieli i chcieli się tego uczyć, niż żyli w nadziei, że pozjadaliśmy wszystkie rozumy i mamy prawo wciąż oceniać innych.

Natka uczy się jeździć na rowerze. Leniuszek z niej niezły 😉 Trzecie urodziny minęły bez echa a ona wciąż woli jeździć w rowerowym foteliku niż sama przebierać nóżkami. Oczywiście, że w TYM wieku POWINNA już dawno to robić! Ha! O tym właśnie był powyższy tekst. Nie potrafimy obyć się bez oceniania. Mało tego, teraz powinnam dodać, że przecież Tomek w TYM wieku śmigał na biegówce z górki bez hamulca. Czy to mnie martwi? Nie. Ale mam jednak nieodpartą chęć popchnięcia jej trochę w tych osiągnięciach. To nie jest dla niej trudne, lecz ona wybiera to, co dla niej bezpieczniejsze. Nie jest typem ryzykanta, przytulniej jej w tatusiowym foteliku z zapiętymi pasami. Jednak to kolejny krok, który pomożemy jej pokonać w drodze do samodzielności, żeby mogła razem z nami pokonywać leśne dróżki i ścigać się do mety poznając smak zwycięstwa. Poznając tę wolę walki i własnego sprawstwa, ucząc się też na błędach i zdartych kolankach. Wiadomo, ten róż na kasku też nie jest bez znaczenia, motywacja dla 3 letniej blondyny – poziom ekspert!

 

 

 

 

 

 

Rowerek biegowy Janod

Kask Janod

Plecak Królik Skip Hop

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Komentarze
(post)

  1. Kama napisał(a):

    Podpisuje się pod tymi słowami rękami nogami i wszystkim innym! Same siebie matki zapedzaja czasem w kozi róg. P. S powiedz czy takie piękne zdjęcia robisz? Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij