Dziecko z internetu idzie do szkoły. I co teraz?

Często słyszę, że czas kiedy dziecko idzie do pierwszej klasy to granica, za którą się nie sięga z blogowymi aktywnościami. Z obawy o reakcje dzieci w szkole, z niepewności o zdanie nauczycieli czy zdrowe poczucie własnej wartości dorastającego dziecka. Osobiście nie miałam nigdy problemów z twarzami moich dzieci w internecie. Z ich buźkami jest wszystko w miarę ok, więc nie mam się czego wstydzić, prawda? Na serio jednak, nie raz myślałam o tym czy to wszystko co robię, to jest aby dobre dla moich dzieci. Czy jest najlepsze? Zastanawiałam się kiedy przyjdzie taki czas, że to wszystko trzeba będzie zamknąć. Bo przecież przyjdzie, tak?

Są blogerzy, którzy nie ujawniają wizerunku swoich dzieci w ogóle. Nawet blogi parentingowe, jeśli chodzi o ścisłość. Można pisać o dzieciach, nie pokazując ich twarzy. Z biegiem czasu zauważam jednak, że zdjęcia czy filmy z tymi dziećmi i tak się pojawiają, nie widać tylko samych buziek. Są tacy również, którzy większość swoich działalności opierają na zdjęciach dzieci właśnie. I tylko dzieci. Taka jest natura tego świata, że na szczęście mamy zróżnicowanie. Są piękni i brzydcy, bogaci i biedni. Są światowi i towarzyscy i ci zamknięci w sobie i żyjący na boku. Tak samo będzie w szkole. Dzieci, które Tomik spotka na korytarzch będą tak różne jak różnie jest w całym mieście, województwie, w całej Polsce i na całym świecie. I wśród tych różności będzie musiał się odnaleźć. Niezależnie od tego czy będzie w niej funkcjonował jako dziecko blogera czy dziecko lekarza czy nikomu nieznane zwykłe dziecko.

Chciałabym, żeby się odnalazł i łatwo wmieszał w tłum. Tym zwykłym dzieciom w tłumie jest lepiej, raźniej. Z pewnym bagażem jednak rozpoznawalności go do tej szkoły wysyłam i sprawę sobie z tego doskonale zdaję odkąd napisałam na tej stronie pierwsze słowa i kliknęłam „opublikuj”. Odkąd zaczęłam pisać liczę się z każdym słowem, zdjęciem i komentarzem. I niczego bardziej się nie boję niż negatywnego wpływu blogowania na moje dzieci. Dlatego przecedzam każdy tekst i koryguję wszystko, co mogłoby źle na nich wpłynąć. Mam setki zdjęć dzieci, słodkich, fantastycznych, bajecznych wręcz i wzruszających ale z zastrzeżeniem „Mamo, ja się nie zgadzam, żebyś to wrzucała na Facebooka!” I leżą sobie one grzecznie na kartach pamięci w rodzinnych folderach. Tomek ma już prawie 7 lat. To mądre i sprytne dziecko. Rozmawiamy już szczerze o wielu rzeczach, nie pomijając tematu jak zarabia się na blogu. Coraz bardziej zdaje on sobie sprawę z tego co robimy i po co. Po okresie lekkiego buntu wobec zdjęć musiałam mu trochę wytłumaczyć i widzę, że im bardziej jestem z nim szczera tym bardziej jest on chętny do współpracy. Żyjemy w niewielkim mieście, wiele osób wie czym się zajmujemy i zna moje dzieci „z internetu”.

Zawsze myślę o tym, co najlepsze dla moich dzieci. Często odsuwając siebie na dalszy plan (niestety) podejmuję decyzje, które chcąc czy nie chcąc mogą mieć wpływ na nasze dalsze życie. Moje Życie przeżyłam już w połowie ale są takie ludziki w naszym domu, dla których ono się dopiero rozpoczyna a ja chciałabym, żeby ten start był jak najlepszy. Dlatego myśląc o tym, co najlepsze dla mojego syna zaczęłam planować jego szkolną przygodę już teraz. Wiem, że z miesiąca na miesiąc może mi być ciężej, dlatego muszę działać na zapas. Przygotowałam mu miejsce w pokoju, tym razem w wersji de luxe. Poprzedni wystrój biurka był typowo przedszkolny. Zaczęło nam jednak brakować miejsca na nasze’ za dużo’ kredek i ‚za dużo’ mazaków, a po jakimś czasie również na ‚za dużo’ rysunków i kolorowanek. Okazuje się, że oni mają wszystkiego ‚za dużo’ tylko jakoś ‚za mało’ na to wszystko miejsca. Nie narażając się jednak na oszczędność przyborów szkolnych i arcydzieł dziecięcych trzymanych w domu postanowiłam powiększyć przestrzeń biurkowo-szkolną. Jedynym i najlepszym wyjściem jest zorganizowanie większej przestrzeni na przechowywanie. Stąd obok biurka MINKO stanął kontenerek z szufladami. W przyszłości sądzę, że w miarę jak ilość książek i innych papierników będzie rosła nadal, powiesimy na ścianie jeszcze półki. Pomyślałam nie tylko o dobrym miejscu do odrabiania lekcji ale nawet szkolną wyprawkę zaczęłam już kompletować. Czytając wiele i myśląc jeszcze więcej zdecydowałam się już na plecak dla mojego siedmiolatka. Wybór padł na kombo zestaw od LASSIG z wyposażeniem jakiego nie powstydziłby się najlepszy uczeń!

 

 

 

 

 

 

BIURKO MINKOTeraz – 10% rabatu! Nasze biurko jest w wersji KIDS. Ma 65 cm wysokości i używamy go już ponad rok. Według zaleceń i wysokości krzesełka Stokke warto by było wybrać już dla niego biurko o wysokości 70 cm. Widzę jednak, że Tomkowi jest teraz super wygodnie i poczekamy jeszcze chociaż do półrocza aby sprawdzić na ile sprawdzi nam się takie rozwiązanie. Młoda już czeka w kolejce aby przejąć biurko brata 😉 Poniżej tabela z dopasowaniem wysokości biurka do krzesełka.

PN-ISO 5970:1994. NR ROZMIARU STOŁU I KRZESŁA. WYSOKOŚĆ SIEDZISKA. WYSOKOŚĆ PULPITU. RÓŻNICA WYSOKOŚCI I II III IV V VI. 760.

 

KONTENEREK MINKO – Wspaniałe rozwiązanie pozwalające na powiększenie przestrzeni do przechowywania książek i zeszytów. Mimo tego, że trochę rzeczy leży na biurku „luzem” i „pod ręką” wolę jednak by większość była schowana. U nas ta zasada „pod ręką” szybko wymyka się spod kontroli i robi się natychmiast bałagan. Dlatego lepiej jest go szybko schować 🙂

CLIPPER MINKO – Pomysł na trzymanie w jednym miejscu widocznego planu lekcji lub ważnych informacji na karteczkach.

KRZESEŁKO STOKKE – krzesełko na wysokości 42 cm jest idealne do siadania dla Tomika na ten moment. Jest dla mnie najlepszym wyborem dla ucznia. Niezwykle często pytacie mnie o porównanie Lambdy, która mamy przy stole w pokoju i Tripp Trapp. Odpowiem Wam hurtem. Jeśli chodzi o dopasowania wysokości do biurka minko moim zdaniem dużo wygodniejsze jest Tripp Trapp. W pokoju mamy dużo wyższy stół 75 cm –  i tu Lambda jest świetnym rozwiązaniem.

PLECAK LASSIG z akcesoriami – sztywny, profilowany z wieloma kieszonkami. Wyposażony jest w stabilizujące i odciążające plecy pasy z zapięciem na zatrzask z przodu. Podobne, szersze pasy znajdują się również na wysokości pasa dziecka – stąd plecak dobrze się trzyma na plecach, a jego ciężar zostaje właściwie rozłożony. Szerokość pasów oraz długość ramiączek można regulować i na bieżąco dopasowywać do dziecka.
Ogromną zaletą plecaka jest znaczna ilość odblasków – umieszczono je na ramiączkach, na klapie i brzegach kieszeni, a także na środku przedniej kieszeni. Dodatkowo w wyposażeniu jest piórnik z kredkami i jeszcze jeden piórnik w kształcie tuby, worek i saszetka na drobiazgi. Sam plecak waży 1,2 kg mamy więc ok. 800g na resztę wkładu plecaka aby cała waga nie przekroczyła 10-15% wagi ciała Tomika. Tomik będzie chodził do szkoły na piechotę. Szkoła jest dość blisko ale dla mnie ważny jest komfort i jakość jednej z najważniejszych rzeczy w jego wyprawce dlatego wybór padł na Lassig, ten plecak spełnia wszystkie moje wymagania.

PRZYBORY EEBOO – zależało mi na tym, żeby kredki i farby były w metalowych pudełkach. Takie rozwiązanie proponuje marka eeboo, którą uwielbiamy. Pięknie ilustrowane komplety idealnie nadają się również na prezent. Kredki nie rozpadną się po całym plecaku a farby się nie otworzą. Zresztą nasz plecak ma tyle kieszeni, że chyba kazda rzecz znajdzie tam osobne miejsce dla siebie.

 

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Komentarze
(post, 6)

  1. Geny po ojcu napisał(a):

    Przed nami podobne zakupy, od września pierwsza klasa😊

  2. Marta KW napisał(a):

    Super biurko! Też właśnie nad nim myślimy, nasz syn także do 1 klasy 🙂 pytanie – na ścianie jest naklejka, tapeta czy pomalowana :>? wygląda bosko!

  3. MW napisał(a):

    Przerażają mnie rodzice, którzy publikują zdjęcia swoich dzieci w internecie, wszystko jedno czy to blog, facebook czy instagram, bez znaczenia czy celem jest pochwalenie się dzieckiem czy zarobienie na życie – mój umysł tego kompletnie nie ogarnia. Jak można podejmować za dziecko decyzję o czymś, czego ono już nigdy nie zmieni, już nigdy nie usunie siebie z sieci i nie sprawi, że świat nie będzie niczego o nich wiedział. Straszne to jest.

    • Magda Zaniewicz napisał(a):

      Być może moje dzieci nie zdają sobie do końca sprawy z konsekwencji „bycia w internecie” Ale samą świadomość tego już mają. Nigdy z tego powodu nikomu z nas nie stała się krzywda mimo tego, że widoczni jesteśmy całą rodziną. Jednak obawa jakaś jest. Ale tak samo boję się o moje dzieci zostawiając ich codziennie w przedszkolu lub kiedy idą na boisko za blok. To naturalna obawa o to, czy wszystko będzie dobrze…

      • MW napisał(a):

        Z jakiegoś powodu dowód osobisty dostajemy dopiero po 18 urodzinach, z jakiegoś powodu do 13 roku życia w ogóle nie odpowiadamy za swoje działania. Nawet facebook z jakiegoś powodu wymaga ukończenia 12 roku życia, by założyć konto zgodnie z regulaminem. Ten powód to brak dojrzałości i zdolności do świadomego podejmowania czynności oraz decyzji. Kiedy spotykam się z wizerunkiem dzieci w sieci zastanawiam się zawsze, jak ja bym się czuła, gdyby moje dziecko zaczęło publikować moje zdjęcia, w mojej sypialni, w gabinecie, na urlopie, wszystko jedno. Po prostu zastanawiam się, jakbym się czuła, gdyby ktoś za mnie decydował o tym, czego na mój temat dowie się świat. Czułabym się fatalnie, bo miałabym świadomość, że ktoś pozbawił mnie prawa decydowania o sobie samej. Zostawiam to ku przemyśleniu.

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij