Fenomen starszego brata. Czyli dlaczego nasze dzieci tak bardzo potrzebują innych dzieci.

Nie dane mi było być jedynakiem, nie wypowiem się więc z drugiej strony. Nie stwierdzę też jednak, że jedynacy to zło, bo mąż mój ma się całkiem dobrze na psychicznym zdrowiu mimo, że rodzeństwa w domu nie miał. Nikt jednak nie odmówi fenomenu starszego brata (lub siostry), który jest drogowskazem, oparciem i wzorem do naśladowania przez całe życie. Brata (lub siostry), o którym marzą małe dziewczynki i mali chłopcy. Albo siostry (lub brata), grunt, że starsze rodzeństwo ma w sobie jakiś taki magiczny wydźwięk, że mówiąc o nim tym młodszym świecą się oczy.

Dzieci potrzebują innych dzieci. I nie chodzi wcale o to, żeby byli to rówieśnicy. Potrzebują kontaktu z różnymi wiekowo kolegami. Młodszymi, starszymi i w swoim wieku. Potrzebują wciąż poznawać i doświadczać. Potrzebują pokonywać bariery i umieć się hamować. Najwięcej doświadczenia zdobywa się poprzez poznawanie, obcowanie i środowisko naturalne. Nie wszystkiego można nauczyć się od dorosłych, dorośli też, nawet gdy bardzo się starają, nie wszystko zrozumieją w dziecięcym świecie. To jest naturalne, że bratnią duszę dzieci znajdują wśród dzieci, kontakt z dorosłymi daje im co innego, z dziećmi o wiele więcej.

Co tak naprawdę daje nam rodzeństwo?

Niezaprzeczalne wsparcie emocjonalne. Nieoceniona obecność brata lub siostry daje nam poczucie zrozumienia i jedności. Nie zawsze rodzice są w stanie zrozumieć dziecięcy świat, wtedy swą pomocą zachwyca starszy brat. Wiele razy Tomik wspaniale pomógł mi wyjść z kryzysowych sytuacji kiedy ja traciłam już siły i cierpliwość do Natki. Sam z siebie, nie wiadomo kiedy, najprostszymi słowami potrafił do niej dotrzeć. Jest też dla niej motorem motywacji, dzięki jego przykładowi wiele rzeczy łatwiej jej zrozumieć. Mam już z głowy tłumaczenie i namawianie, jego przykład daje nam tak wiele. Działa to również odwrotnie. Natka to mała przytulasta kuleczka, okazująca miłość nawet swoim kocykom. Dzięki niej Tomik nauczył się, że okazywanie uczuć to fajna sprawa. Jego męski świat trochę się rozluźnił i choć nadal nie daje buziaków, to o wiele łatwiej mu się przytulać i pokazywać szczerze emocje.

Umiejętności społeczne. To jeden z najczęstszych powodów posyłania dzieci do żłobków, przedszkoli i o zabieganie o tzw. kontakt z rówieśnikami. Nabywanie ich w naturalnym środowisku to niezwykle cenna możliwość. Ciągła obserwacja i przebywanie z rodzeństwem daje szansę na poznanie wielu różnych ludzkich zachowań, innych dzieci jak i swoich. Dzieci uczą się co to złość i co się dzieje, kiedy ktoś się złości. Potrafią się cieszyć ze wspólnego dobra i odwzajemniać miłe gesty. Poznają różne możliwości rozwiązywania konfliktów i radzenia sobie ze stresem i porażką. Uczą się dzielenia i cierpliwości, czego nie wymaga się od nich kiedy są jedynakami, a jeśli nawet to raczej na sztucznym gruncie. Dzieci wspaniale przejmują od siebie różne zachowania, czasem również te niepożądane przez rodziców. Z tym jednak trzeba się liczyć, że kto z kim przystaje… Ma to tez swoje dobre strony, zrobić coś „złego” zawsze jest raźniej w tłumie niż samemu, prawda?

Wspólna zabawa i spędzanie czasu. Moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych darów dla zmordowanego rodzica. Tu już nie chodzi nawet o starsze czy młodsze rodzeństwo ale o ciągłą możliwość bycia razem według potrzeb. Przed urodzeniem Natki nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo pomagam mojemu synowi. Po pierwsze brakuje mu nudy. Nie ma takiej rzeczy, której nie zrobiliby razem. Kiedy ja odpoczywam na kanapie ( tak! zdarza mi się!) oni nie robiąc z pozoru nic zajmują się najlepszą zabawą na świecie. Nawet wspólne błąkanie się po pokojach jest już wspólne i zawsze przynosi super efekty. Pomysły, które mogą wspólnie zrealizować podczas zabaw nijak mają się do tych, które jedno może wykonać samo. Nic tak nie smakuje jak jedzenie drewnianych warzyw w towarzystwie, prawda? Kiedy ma się towarzystwo każda zabawka nabiera magicznego znaczenia. To wiedzą tylko dzieci. Po drugie sojusz jaki jest między nimi pozwala im na przetrwanie trudnych momentów. Kiedy jedno płacze, drugie głaszcze go po główce. Kiedy jednemu jest smutno, drugie podchodzi i po prostu z nim jest. Braterska siła, mówię Wam, jest magiczna.

Oczywiście zdarza się i tak, że siła podwójnego braterskiego krzyku jest nie do zniesienia, a z jednym byłoby o wiele ciszej. I zdarza się również tak, że kiedy jedno przestaje i jest trochę oddechu to zaczyna się u drugiego. Nie wiem co będzie jak dołączy trzecie. Bo teraz, to przynajmniej siły drugiej, rodzicielskiej strony są rozłożone równomiernie. Ale jak troje zacznie koncerty na raz to nie będę wiedziała za kogo się najpierw brać. Fakt, przy dwójce jest dwa razy więcej zamieszania i trzeba lepszej organizacji. Przy trójce to pewnie już Sajgon, ale do opanowania myślę.

Wiem jedno, doświadczenie życiowe jakie daje nam życie z rodzeństwem pod jednym dachem jest nieocenione na całe życie. Uczy pokory i szacunku dla drugiego człowieka. Pomaga nam w zrozumieniu innych ale również docenianiu siebie samego, swojego czasu i swojej wartości. I mimo innych szkód jakie mogą wystąpić kiedy w domu jest dużo dzieci zawsze wracamy do punktu wyjścia, że więcej jest plusów niż minusów, serio. Każdemu polecam, wszystkim, którzy wciąż mają wątpliwości. Najbardziej tym, którzy na kolejne dziecko patrzą przez pryzmat „czy mnie stać?”. Naprawdę dzieciom nie potrzeba tak wiele jak nam się wydaje. Ale o tym będzie kolejny post <3

 

 

 

Stolik i krzesełka do wspólnej zabawy Jabadabadoo z Trendysmyka

Wspaniałe nowości od marki Rosajou – bezpieczne dla dzieci lakiery typu peeloff

Akcesoria z kotem Pusheen

Worki Play & go ułatwiające życie całej rodzinie, pomagające w sprzątaniu i przechowywaniu klocków – Najnowsza kolekcja  TERAZ W PROMOCJI

Zabawka w duchu Montessori – wkrecanie kulek (mega pochłaniacz czasu i cierpliwości dzieci) Blue – sky

Powiązane wpisy
Komentarze

Komentarze
(post)

  1. Ja jestem z piątki rodzeństwa i bardzo cenię sobie ten stan. O ile jako dzieci tłukliśmy się i kłóciliśmy jak… każde rodzeństwo – teraz wszystkie nasze spotkania rodzinne to naprawdę świetnie spędzony czas   Jeśli potrzebuję pomocy, rodzeństwo zawsze tak się zepnie, aby dało rade zrobić nawet to co niemożliwe. Od znajomych – nawet tych najlepszych nie mogłabym spodziewać się takiego wsparcia.
    PS. I na wszystkie prezenty np. rocznicowe dla rodziców składamy się wspólnie 🙂

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij