Cesarka, karmienie i blizna. Real Life

Po niektórych życiowych zdarzeniach trzeba trochę odsapnąć. Odczekać, przemyśleć, pogodzić się. W mojej głowie wciąż kotłują się trzy słowa, które jak mantrę powtarzam i w kółko o nich myślę: Cesarka, karmienie, blizna. Czekałam też trochę na baby blues, pasowałby to tego całego zamieszania 😉 Czas się już jednak otrząsnąć, rozliczyć i zapomnieć. Spojrzeć na jasną stronę świata, cieszyć się już tylko, ogarnąć i przestać się martwić. I chociaż wciąż walczę, jestem już chyba na prostej więc możecie mi zazdrościć, że ja już jestem po, jeśli Wy jeszcze nie 😉

To co dziś przeczytacie to takie true story of my life. Bez ściemy i z odrobiną dramatyzmu. Pytacie jednak w ilościach hurtowych o moje cięcie, znieczulenie, bliznę i moje samopoczucie. To miłe bardzo i podnosi na duchu ale prawda jest taka, że nie było łatwo. Kilka kwestii przyprawia mnie o ból głowy, niektórych nawet nie chcę roztrząsać a o innych nie chcę wiedzieć. Dla Was w kilku akapitach rozwiewam wszelkie tabu 😉

Cesarka

Dotychczas dość stanowczo uważałam cięcie cesarskie za lepszą opcję dla mnie niż poród naturalny. Od teraz nie jestem już tak pewna swojego zdania. Po pierwszym cięciu bolało bardzo, myślałam, że wiem co mnie czeka ale za drugim razem znów dałam się zaskoczyć. Jeśli mogłabym wybierać wolałabym raczej urodzić 3 kg naturalnie niż niespełna 5 kg przez cesarskie cięcie. Wyboru jednak nie miałam. O cięciu, jak i o rodzaju znieczulenia zdecydowali lekarze.

Cięcie 1

4 lata temu. Leżałam na stole operacyjnym ledwo oddychając. Po znieczuleniu zewnątrzoponowym dziwnie się czułam, trzęsłam się z zimna i z nerwów. Płakałam. Ryczałam raczej i telepałam się na stole a lekarze niespokojni próbowali ukoić moje nerwy. Nie było to łatwe, z sercem na ramieniu czekałam na znak, że z moim dzieckiem wszystko w porządku. Druga ciąża tak dała mi w kość, że trudno mi było wierzyć, że Natka będzie zdrowa. Bałam się o nią tak bardzo, tak bardzo na nią czekałam. Wtedy okazało się właśnie jaka jestem słaba. Sama na stole operacyjnym, słuchając brzdęku narzędzi i komentarzy operujących, chciałam żeby się to już skończyło. I życzyłam sobie nigdy więcej tu nie wrócić. Później było już tylko gorzej. Kiedy myślałam, że już po wszystkim, to dopiero się zaczęło. Przerzucili mnie na drugie łóżko, nadal nie czułam połowy swojego ciała. Kiedy znieczulenie puszczało, nachodził ból. Później przychodziła pielęgniarka z morfiną. Nie mogłam ruszać głową przez wiele godzin, ruszyłam bo chciałam przytulić malutką i wtedy zaczęła boleć mnie głowa, więc musiałam leżeć nieruchomo jeszcze dłużej. Po jakimś czasie przyszła kolej na wstanie z łóżka, co wydawało mi się już nigdy nie możliwe, przecież miałam przekrojony brzuch! Udało się jednak, zaczęłam chodzić, sama się umyłam, z karmieniem nie miałam problemu, blizna goiła się spoko. Ale ja wciąż życzyłam sobie już nigdy tu nie wracać.

Cięcie 2

Anestezjolog zdecydował o znieczuleniu ogólnym. Po głębszym przemyśleniu zgodziłam się sądząc, że może cięcie na żywca i telepotanie się na łóżku operacyjnym to nie jest coś, co chciałabym znów przechodzić. Więc kiedy mogę, wolę to przespać i obudzić się na gotowe. Oj jak bardzo się myliłam! Serio myślałam, że będzie lepiej ale problemy zaczęły się już kiedy położyli mnie na stół. Brzuch z dość ciężkim Antosiem przygniótł mnie trochę a ja straciłam oddech. Zaczęłam wymiotować i nie mogłam złapać tchu. Teraz się trochę nie dziwię, jak niby miałam się czuć leżąc na płasko z pozapinanymi nogami jak wariatka w psychiatryku. Rozumiem, że pamiętali może moje płacze i telepotanie przy pierwszym cięciu, no ale aż tak? Odpięli mnie trochę i dali trochę swobody, kiedy opanowali już moje wybryki ni z tego ni z owego zasnęłam! A obiecali mnie uprzedzić, że to już! Obiecali! W trakcie znieczulenia miałam sen, pamiętam tylko końcówkę, kiedy zaczęli mnie właśnie wybudzać. No i wtedy się zaczęło. Znów trzęsawki i płacz, beksa ze mnie wiem. Nie otworzyłam jeszcze dobrze oczu, nie ocknęłam się za bardzo ale szukałam ciągle głosu, który mi powie co z moim dzieckiem. Tak bardzo na to czekałam, żeby usłyszeć, że zdrowy, silny i wszystko jest w porządku. No i usłyszałam – że wielki 😉 I znów myślałam, że już po wszystkim ale od tego momentu było już tylko gorzej. Od tej pory przez jakieś 2 godziny nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Nie wiedziałam co się dzieje. Ból, który rozwalał mi brzuch był nie do zniesienia a grymasy, które wywoływał na mojej twarzy nie znane mi były nigdy wcześniej. Teraz dopiero musiałam wyglądać jak wariatka, morfina zaczęła działać po niespełna 2 godzinach. Głupia morfina, myślałam, że jest mocniejsza i dlatego od tej pory prosiłam o nią tyle, ile tylko było można. Kiedy przyszło do wstawania z łózka wiedziałam co mam robić i poszło mi gładko, sama się umyłam, z karmieniem nie miałam problemu, blizna goiła się spoko. Ale ja nadal życzę sobie nie przezywać tego więcej. Mimo cudu jaki w wyniku tego powstał ja już podziękuję. Nie chcę testować więcej opcji rodzenia dzieci, przeżyłam już chyba wszystko i jedyne co pozostało mi w głowie to myśl, że teraz to już nic mnie nie złamie.

Karmienie

Pół ciąży o tym marzyłam. Serio, to był mój punkt honoru i chociaż nigdy nie miałam problemów z pokarmem na samą myśl o tym, że coś by mi przeszkodziło dostawałam drgawek. Kiedy Antoś przyssał się po raz pierwszy do piersi i bez problemu się najadł, byłam najszczęśliwsza na świecie. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłabym go nie karmić. Do tej pory idzie nam świetnie a ja, tak jak sadziłam produkuje mleko w ilościach hurtowych. Nie jeden taki wielki Antek by się najadł, tak sądzę 😉

Blizna

Nie sądziłam, że będzie taka brzydka. Zrobiłam sobie zdjęcie zaraz po odklejeniu opatrunku i przez tydzień więcej do niej nie zajrzałam. Bałam się na nią patrzeć, miałam wrażenie, że zostanie taka na zawsze a fałdka brzucha wisząca tuż nad nią zostanie ze mną do końca życia. Chociaż wiedziałam przecież, że nie będzie taka ładna jak pierwsza. Mimo wszystko jednak chciałabym odzyskać dawne ciało. Czuję jak woda schodzi z organizmu, jak chudnę i maleję w obwodach, widzę jak znika mi brzuch. Tylko ta blizna… Kiedy brzuch zmalał i fałdka zaczęła znikać, postanowiłam oswoić się z nią trochę. Przecież miałam ambitny plan leczenia jej z Blizanem, czas zabrać się do roboty! Nigdy nie miałam większej motywacji do stosowania preparatów czy masaży ale wiem, że z tym ja i moja blizna szybciej dojdziemy do siebie. Zarówno aplikacja żelu jak i masaż są tak samo ważne ponieważ masaż stymuluje tkankę skórną i sprawia, że włókna kolagenowo-elastynowe układają się w sposób randomizowany (przypadkowy) a nie wzdłuż uszkodzenia skóry ( przez co może mieć zrosty, zgrubienia).

Parę słów o Blizanie – pytacie o niego tak często, że chciałabym to mieć w jednym miejscu.
BLIZAN to linia nowoczesnych preparatów aptecznych na bazie silikonów farmaceutycznych, które są najlepszą formą leczenia uszkodzeń ciągłości skóry.
Formuła preparatów zawiera 100% wyselekcjonowanych silikonów medycznych (mieszanka polisilianów) o skuteczności udowodnionej naukowo.
Produkty są bezwonne, przeźroczyste, nie brudzą ubrania i szybko wysychają, co znacząco podnosi komfort terapii.
Bezzapachowa formuła o idealnej konsystencji jest łatwa w aplikacji, co zachęca do systematycznego stosowania i wykonania masażu.
Regularna aplikacja i delikatny masaż są podstawą udanego, skutecznego, nieinwazyjnego leczenia rozstępów i blizn. Używałam go już na kilka rozstępów, które pojawiły się pod koniec ciąży. Jest dostępny w aptekach internetowych i stacjonarnych oraz na stronie zdrowopieknie.pl .
Podsyłam Wam też fajnie opracowane zalecenia odnośnie postępowania po cesarce – NA TEJ STRONIE i filmik na temat mobilizacji blizny NA YOUTUBE

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Komentarze
(post, 2)

  1. M. napisał(a):

    Ja również po dwóch cc. Pierwsze w ogólnej narkozie, przy drugim byłam przytomna. Nigdy nie zapomnę bólu po całkowitej narkozie. Jakby ktoś przecinal mój brzuch na żywca… Drugie cc nie było wcale lepsze do przezycia. Dużo zrostow po pierwszej cesarce. Lekarz musiał wyciąć sporą ilość tkanki. Dochodziłam do siebie ponad 3 tygodnie. Mam dwójkę cudownych dzieci. Chłopca i dziewczynkę. Nie chcę myśleć o trzecim dziecku…ból mnie przeraża.

  2. Naturalna napisał(a):

    A ja po 12 godzinnym porodzie nie chce nawet slyszec o drugim porodzie naturalnym. Dochodziłam do siebie 5 tyg. Na tyłku pierwszy raz usiadłam po 4 tyg bo rozdarte krocze i hemoroidy ( o których nikt nie mówi ) mi na to nie pozwoliły. I to nie jest tak, że kobieta kobiecie wilkiem, ale wkurzam mnie usprawiedliwianie się na każdym kroku kobiet które miały cc. Bylo-minęło, nie tylko wy macie traumy i blizny. Trzeba się cieszyć ze zdrowych dzieci bo to jest najważniejsze a nie wracać do tematu porodów non stop.

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij