Jestem świadomą mamą, ale czy to dobrze dla moich dzieci?

Czasem wolałabym nie wiedzieć, nie znać, nie doświadczyć i nie mieć zielonego pojęcia. Nie zdawać sobie sprawy czy robię dobrze czy może popełniam błąd i działać tylko na bazie swojej intuicji. Nie przejmować się tym co robię i nie przewidywać konsekwencji, lecieć po prostu na spontanie. Jestem jednak świadoma mamą, mamą trójki dzieci i doskonale wiem jakie będą konsekwencje każdego mojego kroku. Działam z rozmysłem i premedytacją, stosuję matczyne triki i nieczyste zagrywki. Osiągam cel magicznymi sztuczkami i zawsze wiem jaki będzie finał zdarzeń. Tylko zastanawiam się czasem: Czy to aby dobrze dla moich dzieci?

Moje psychologiczne doświadczenie nie raz mnie zwiodło na manowce. Tyle już razy odkąd poznałam pierwszego człowieka, którego urodziłam i na którego rozwój miałam wpływ od początku. Chciałam poprowadzić go przez życie najlepiej. Nie wszystko jednak najlepiej mi szło. Z biegiem czasu zrozumiałam, że jego życie nie jest moje i choć do dziś trudno mi się pogodzić z niektórymi jego decyzjami zostawiam mu wybór i godzę się z rezultatami. To nie jest wcale łatwe, oczywiście chciałabym sobie porządzić, podecydować, być rodzicem z krwi i kości i pokazywać kto tu rządzi ale to nie o to chodzi, myślę. Czasem wolę stanąć z boku, czasem jednak nie umiem i przeżywam więcej niż on. Czasem mówię za dużo, za dużo krzyczę i za wiele im zdradzam. Otwarcie nazywam emocje i uczę ich robić to samo. Czasem wolę jednak wygonić do swojego pokoju, kiedy tych emocji jest za dużo a ludzie z nas raczej bardzo emocjonalni.

Ciężko jest matce robić wszystko na raz. I robić to wszystko dobrze. Często łapię się na ślepym dążeniu do perfekcji. Chcę dla wszystkich jak najlepiej ale sama wiem, że nie zawsze tak się da. Wydaje mi się, że wiem, co jest najlepsze dla moich dzieci ale co jeśli się mylę? Moja mama powiedziała mi dziś, że teraz to tak łatwo wychowywać dzieci. Porównując ilość udogodnień, ułatwień, sprzętów i gadżetów może i jest lżej ale kiedy tak dłużej nad tym pomyślałam nie mogę jej przyznać racji. Może i nie byłoby mi przyjemnie prać ręcznie zafajdane pieluchy i nosić na rękach zamiast w nosidełku ale w zamian za to mam teraz turbo przeładowanie emocjonalne. Wydaje mi się, że kiedyś rodzice nie przejmowali się tak uczuciami małego dziecka. Małe dziecko miało robić to, co rodzice mówią i kropka. Teraz takie matki i ojcowie muszą liczyć się ze zdaniem dzieci, co często jest nazywane „rozpieszczaniem”. Albo teraz dzieci są inne albo inni rodzice. Jedno jest pewne, za dużo rozkminiamy.  Przejmujemy się rozwojem emocjonalnym tak jakby to od nas miało zależeć powodzenie w życiu dziecka. Nie dajmy się zwariować bo na wiele rzeczy i tak nie mamy wpływu bo albo to zależy od genów, natury czy losu a już na pewno nie od nas.

Chciałabym być jednak mniej świadoma, mniej wiedzieć i mniej rozumieć. I choć sama wpędziłam się w tę niepojętą ilość wiedzy na temat wychowania i rozwoju dzieci myślę, że bez niej byłoby mi lżej. I moim dzieciom też. Nie wiadomo tylko, czy to wyszłoby nam na dobre bo jednak życie wymaga od nas ustalenia hierarchii, wypełniania obowiązków i egzekwowania granic i obietnic. Wymaga od matek turbo zaangażowania i mega orientacji we wszystkich dziedzinach. Tylko z taką kontrolą na każdym kroku traci się spontaniczność i zagłusza intuicję a ja nie chcę tego stracić. I będąc już świadomą, trzydziestotrzyletnią mamą znów chciałabym mieć te 25 i wiedzieć mniej.

 

 

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij