Teraz już nic nie jest NA PEWNO.

Kiedy w czasach naszych babek sposób wychowania dzieci przekazywany był z pokolenia na pokolenie wszyscy wiedzieli co robić. Matka powiedziała córce jak ma pielęgnować niemowlę, poradziły się babki, ciotki i innych kobiet we wsi i było wiadomo. Młoda matka miała wsparcie, bazowała na doświadczeniu i metodach, które sprawdzały się u wszystkich więc i u niej miały sprawdzić się na pewno. Dziś już nic nie jest NA PEWNO. To, co robiły nasze prababki dzisiaj wyśmiewamy głośno na forach i grupach oraz między koleżankami a same ustalamy nowe zasady. We wsparciu badań, specjalistów, samozwańczych matek polek wszystkowiedzących same kreujemy nowe style wychowania i pielęgnacji dzieci. To my mówimy co jest dziś dobre. Mamy moc, o której nie śniło się pokoleniom. Moc do obdarcia wszystkich niedoświadczonych matek z pewności siebie od razu na starcie.

Teraz już nic nie wiesz na pewno. Zaczniesz karmić piersią, nie wychodzi i chcesz przejść na mleko mm bo taką alternatywę masz.  Nie zdradź się z tym tylko proszę, bardzo proszę. Zachowaj to dla siebie a unikniesz kilku nieprzespanych nocy na zastanawianiu się jak bardzo przegrałaś życie. Bo koleżanki z grupy zalały Cię falą hejtu, że jesteś najgorszą matką świata i podajesz dziecku ten shit! Ja osobiście żarłam mleko niebieskie, bo takie się kiedyś dzieciom podawało. Kiedyś było wolno. Jeśli dziś podałabym niebieskie Antosiowi zostałabym w mig zlinczowana a w lustro nie spojrzałabym już nigdy. Oszalałabym wierząc, że zrobiłam dziecku krzywdę i najpewniej umrze.

Dalej proszę. Pamiętam moich małych braci ciotecznych, wszyscy jak jeden mąż napierdzielali w chodzikach aż świst! Matki z wyszczerzonymi zębami zachwycały się nad ich umiejętnościami i tym jak szybko zaczęli chodzić. Dziś żyją, mają proste nogi, są sportowcami, ojcami, przedsiębiorcami. Nie wsadzą oni jednak swoich dzieci w chodziki bo dziś już nie wolno. Dzisiaj tylko chusty się liczą. I nie waż się używać innych udogodnień, nie próbuj wsadzać dziecka w nosidło albo chodzik, nie pozwalaj siadać z podkulonymi nogami, nic nie pozwalaj bo od tego wszystkiego dzieci chorują i są krzywe. Nawet na chwileczkę więc, nawet na próbę nie waż się korzystać z wynalazków dzisiejszych czasów jeśli nie wyczytasz całego Internetu w temacie „Co jest najlepsze dla mojego dziecka” i nie przesiejesz oczywiście tych sprzecznych zdań i dwóch biegunów na każdy temat. Na koniec i tak wyjdzie, że Ci nie wolno. Sama tego nie sprawdzaj. Bo nawet jak zdecydujesz się na tę wspomnianą chustę, a nie umiesz jej przecież wiązać, też możesz dziecku zrobić krzywdę. PRZECZYTAJ TO. Możesz je nawet udusić, wiedziałaś? Och a miałaś nadzieję, że filmiki na Youtubie Cię wszystkiego nauczą? Ja bym się bała uczyć się sama, próbować wciąż, źle próbować, zaufać filmikom, bez specjalistycznego szkolenia. Wolę już to nieszczęsne nosidło na kilkanaście minut dziennie, kiedy muszę już go używać lub nauczyć się porządnie chustować ale od specjalistów. Może się kiedyś nauczę, wtedy, kiedy będę chciała.

Ten świat oszalał. Nie dalej jak kilka dni temu pisałam Wam o krostkach Antka. Czekam na wizytę u specjalisty, nie robię nic sama. Jednak kiedy pojedyncze krostki zaczęły być dziwniejsze przemyłam je delikatnie zmoczonym wacikiem z octeniseptem. Znany wszystkim środek, którym położna traktowała moja ranę w szpitalu i pępuszek Antosia z rozmachem. Zalecony mi dla dziecka nawet przez lekarza! CO się okazało wczoraj?! Przeczytałam komentarz, ŻE GO NIE WOLNO UŻYWAĆ! Poszło o zawartość fenoksyetanolu w leku. Nie mogę go stosować u mojego dziecka a co najlepsze, że po jego zastosowaniu wysypka mu przygasła i nie było jej widać. Zwariowałam! a później przeczytałam TEN ARTYKUŁ. Oszalałam ponownie.

Dziś nie ufamy już nawet lekarzom. Bo co drugi albo niedoinformowany, albo niedokształcony (zdaniem matek) Tylko czy Ty serio czujesz się bardziej kompetentna w leczeniu własnych dzieci niż lekarz. Robiąc tak bierzesz na siebie całą odpowiedzialność… Wybiórczo traktujemy diagnozy, szukamy i węszymy. Czasem dobrze, bo rzeczywiście nie każdy lekarz zna się na swoim fachu i to smutne jest. Jestem jednak wdzięczna historii mimo zawiłości i wszelkich zmian rodzących burzę w głowach rodziców za np. wprowadzenie zakazu bicia dzieci w 2010, którego wcześniej (w naszym dzieciństwie nie było) czy wprowadzenie depresji poporodowej do DSM IV (czyli klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego) jako chorobę. Mimo tego szaleństwa na przestrzeni lat stało się tez wiele dobrego na miare wielkich zmian a nie tylko zakazu używania termometru  z rtęcią.

Nawet Matka Natura oszalała. W głębi serca mam jej za złe, że nie mogłam urodzić swoich dzieci naturalnie. Cieszę się, że nie umarłam przy porodzie a był ktoś, kto potrafił mnie przekroić i utrzymać przy życiu ale serio myślę, że skoro kobiety są stworzone do rodzenia, powinny rodzić. Każda z nas powinna móc wydać na świat dziecko w atmosferze miłości i zachwytu mimo trudu i bólu ale nie z narażeniem życia i koniecznością cięcia, które niejednokrotnie wiąże się z traumą na długie lata. Okazuje się później, że matki cc są złe. Tak samo jest z karmieniem, tu też matce naturze nie wyszło a miało być tak pięknie. Skoro moje piersi mają wykarmić potomstwo przez pierwsze kilka/kilkanaście miesięcy to czemu kobieto nasyłasz na nas jakieś alergie, wysypki, bóle brzucha i inne przypadłości przez które karmić nie możemy? Pomijam ból przy karmieniu, dopasowanie się matki do dziecka, odpowiednie przystawianie i ilość pokarmu ale dlaczego w momencie, kiedy wszystko wydaje się ok, my matki jesteśmy zmuszone dawać mleko modyfikowane bo nasze własne mleko robi dziecku krzywdę. To nasze naturalne, które jest darem okazuje się szkodliwe i nie wolno go podawać. Bo skąd ta naiwna pewność, że to co dała natura jest najlepsze?

Teraz wszystko jest szkodliwe. A ilość szkód jakie codziennie wyrządzasz dziecku rośnie w przerażającym tempie. Wzrasta wraz z tym, co wyczytasz w internecie a już apogeum osiąga jeśli rad udzielają Ci gorliwe wyznwaczynie tematu. I o ile możesz się oczywiście zatrzymać na chwilę nad ich wywodami nie bierze ich na 100%. Bo jutro lub za 5 lat okaże się zupełnie odwrotnie a TY spojrzysz na swoje dziecko z politowaniem i pomyślisz: „Jakim cudem to to przeżyło skoro robiłam mu tyle rzeczy, których dziś kategorycznie nie wolno!?!”

I co ja mam teraz z Tobą zrobić młody? Tyle decyzji przed nami a ja chciałabym za każdym razem wybrać dobrze. A jeśli mi się nie uda, jeśli popełnię błąd? Mam sobie to wyrzucać do końca życia w obawie, że zrobiłam coś źle? Żeby za 10 lat okazało się, że to było jednak dobrze? Albo odwrotnie ufać lekarzom i specjalistom żeby za kilka lat trzęść portkami, że właśnie przez tyle czasu nieświadomie krzywdziłam i narażałam własne dzieci?  Tak jak miliony innych matek, które codziennie zastanawiają się czy robią dobrze, wychowują dobrze, karmią dobrze, noszą dobrze i szaleją w końcu od nadmiaru sprzecznych informacji. Nie dajmy się zwariować proszę! Piszecie do mnie hurtem: „Bo Ty masz doświadczenie, Bo Ty wiesz, Bo Ty już to znasz, więc powiedz…” To ja Wam mówię właśnie: Jeśli jesteś dopiero na początku swojej drogi mamo radzę Ci z całego serca: Im wcześniej zaczniesz robić pos wojemu tym lepiej. Trąbię na tym blogu zawsze: Słuchaj innych ale rób po swojemu, Zaufaj swoim wyborom i rób tak, jak najlepiej dla Ciebie. Zaufaj intuicji, obserwuj dziecko i wybieraj tak, jak Wam wygodnie. Nie patrz na innych. Bo jeśli raz wkroczysz na ścieżkę sugestii i poddasz się im, tak łatwo z niej nie zejdziesz. A wtedy czeka Cię już tylko niezliczona ilość nieprzespanych nocy w obawie, że przegrałaś swoje macierzyństwo. Bo inni tak powiedzieli.

 

 

 

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij