Wyprawka niemowlaka. Hity i Kity

Mądry Polak po szkodzie. Jak zawsze. Mądra i matka, dopiero jak sprawdzi, wiadomo. Szał zakupów przed narodzinami dziecka i ciążowe zaćmienie okołoporodowe nie przyczynia się wcale do mądrych decyzji. Nie od dziś wiemy, że kupujemy emocjonalnie i często nasze przesłanki kierowane są bynajmniej nie zdrowym rozsądkiem. Wyprawka niemowlaka to temat dość emocjonujący i podnoszący skutecznie ciśnienie. Działa też podniecająco i rozpraszająco, trzeba więc się skupić mocno aby nie popełnić gafy. Co powinno znaleźć się w wyprawce dla niemowlaka? Poniżej mnóstwo inspiracji i ostateczne starcie większości moich wyborów.

Wpisy z serii wyprawkowej znajdziecie tu: KATEGORIA CIĄŻA

Wyprawka niemowlaka, czyli co było warto?

Leżaczek Beaba – jeden z najbardziej obleganych pytaniami przedmiotów. Opisałam Wam jego funkcje i praktyczność w kilkudziesięciu wiadomościach. Najbardziej sprawdził mi się w ciągu pierwszych tygodni po cesarce. Moje obolałe mięśnie są mu wdzięczne do dziś za możliwość nie schylania się do podłogi. Ustawienia wysokości leżaczka to coś, co producent zrobił mistrzowsko. To dało mi wielki komfort, kiedy całymi dniami przesiadywałam na kanapie a Antoś był tuż obok mnie. Pozycja dziecka jest bardzo wygodna, niezbyt wygięta, niezbyt płaska i jest bezpieczna. Lekki leżaczek to obowiązkowy element w zakupach dla maluszka, chodziłam z nim do łazienki, pokoju dzieci, kuchni i wszędzie tam gdzie chciałam.

Leżaczek Babybjorn – ten uwielbiany przez rodzeństwo Antosia. Od rana oblegany i zapraszany do wspólnej zabawy przesiaduje właśnie w nim. Młody polubił go od pierwszych dni, miękko się w nim buja i może uczestniczyć w każdej rodzinnej aktywności. Im jest starszy tym bardziej go lubi, ale wciąż najbardziej w nim lubią go Natka z Tomikiem. Wielkim plusem tego leżaczka są wymienne okrycia. Dziś stoi już u nas w kolorze żółtym a na lato czeka na niego czarny siateczkowy pokrowiec. Jeden leżaczek a tyle możliwości.

Wisząca kołyska do sypialni – nie dość, że na każdym robi mega wrażenie to funkcja delikatnego bujania jest nie do zastąpienia. W cichym kąciku sypialni zajmuje mało miejsca i Antoś czuje się w niej bezpiecznie i jest mu wygodnie. Kołyska starcza nam jednak przy obecnej wadze i wymiarach na dość krótko, bo robi się w niej trochę ciasno. Co nie oznacza jednak, że nie żal mi będzie zmieniać ją na łóżeczko. To ona na zawsze będzie symbolem noworodka, który czuł się w niej jak w niebie.

Memola – szkoda, że nie zmieściłaby się do sypialni. Byłaby najlepszym rozwiązaniem. Myślę jednak, że dzięki jej uniwersalnemu i długoletniemu zastosowaniu może i lepiej, że wisi w dużym pokoju. To tu w końcu tętni życie w ciągu dnia.

Meble Pinio – komoda, która stanęła w sypialni z początku wydawała mi się za duża. Konieczność jednak posiadania tam przewijaka nie podlegała nigdy dyskusji. Rozwiązanie tego typu okazało się idealne, obok przewijaka znalazło się miejsce na wszystkie potrzebne akcesoria a duża ilość miejsca w komodzie do dziś pozwala mi na organizację ubranek i akcesoriów. Meble drewniane to również gwarancja wytrzymałości podczas zabaw z dziećmi. Prędzej będzie siniak na nodze w trakcie wyścigów niż dziura w szafce.

Przewijak Bebe Jou – na początku kusiło mnie aby ubrać go w pokrowiec. Ale konieczność częstego prania po nagłych wypadkach skutecznie mnie zniechęciła już na samą myśl. Przewijak ten okazał się świetny w użytkowaniu bez nakładek, pokrowców i podkładów. Jego materiał jest ciepły dla ciałka, świetnie się czyści i jest bardzo wytrzymały. Jednym ruchem pozbywam się codziennych zabrudzeń, jeśli coś się przydarzy. Poza tym jest to jedno z ulubionych miejsc do zabaw Antosia. Czuje się na nim doskonale i to tam najczęściej się uśmiecha!

Wanienka do kąpieli – to jedna z tych rzeczy, którą zaplanowałam za szybko. Mimo dużych rozmiarów Antoś do dziś kąpie się jeszcze we wkładce do umywalki Puj Tub. Nie mam jej na zdjęciach ale możecie wygooglować. To świetny wynalazek, który odkryłam już przy malutkiej Natce. Daje super wygodę dla maluszka i wiele możliwości kąpania w pojedynkę. Momentami, kiedy mam troje dzieci w łazience, możliwość wolnej ręki przy myciu niemowlaka jest na wagę złota. Proste przygotowanie kąpieli przy płynącej wodzie nie jest problemem, kiedy zostaję z wieczornymi rytuałami dzieci sama. Mój wielkolud jednak już z niej wyrasta, więc zanim przesiądziemy się do dużej wanny wanienka będzie najlepszym rozwiązaniem i w końcu się doczeka.

Kosz na pieluchy – gadżet, który ratuje mój dom przed zanieczyszczeniem naturalnymi odpadami. Bez niego nie byłoby tak miło. Celowo wybrałam ten największy bo wiem ile pieluch idzie każdego dnia a to pozwala nam nie wynosić ich codziennie. Wysoki kosz z pedałem na dole daje tez ulge plecom bo nie wymaga schylania. specjalny mechanizm „zjada” pieluszkę i zamyka szczelnie kosz.

Kosz Mojżesza – całe szczęście, że nie dałam za niego milionów monet i przydaje mi się w studio fotograficznym bo w domu pobył dość krótko.

Nosidełko Baby Bjorn – od czasu ostatniego wpisu nie nosiłam w nim Antka. Rozsądek podpowiada mi aby poczekać do momentu aż zacznie siedzieć. Co jakiś czas myślę o chuście ale nie mogę się przekonać. Nie zamierzam przesadzać z tym noszeniem znów do tego stopnia i boję się, że samo motanie zajęłoby mi więcej czasu niż dziecko siedziałoby w środku.

Wkłady na obolałe piersi i maść na bolące sutki – tu wtopa na całego. Maść kupiłam z przyzwoitości, bo popękane brodawki, że będę mieć wiedziałam. Ale te żelowe wkłady mimo przeżytego zapalenia piersi leżą do dziś nieruszone w szufladzie. Nie mogę się jakoś do nich zabrać.

Organizer na pieluchy – prawda jest niestety taka, że bez niego utonęłabym w bałaganie. Zmusza mnie on do trzymania wszystkiego w jednym miejscu.

Sterylizator, podgrzewacz – Wiem, że niektóre z Was uznały te gadżety za zbędne ale dziś ja na serio nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez nich. Szybko trafiła mi się okazja do wyjścia z domu bez dziecka i konieczność zostawienia mleka. Babcia świetnie radzi sobie z obsługa podgrzewacza i ma pewność, że zrobi to szybko i dobrze. Ja znów mam pewność, że szybko butelki i reszta sprzętu będą gotowe do ponownego użycia. Sterylizator Suavinex na początku przeraził mnie swoją wielkością ale teraz uważam to za jego największy atut! Mieszczę w nich kilka butelek, smoczki i części laktatora

Laktator Lovi – moje wybawienie! Rekordowo szybko i bezboleśnie pozwolił mi na swobodne życie nawet z noworodkiem. 100ml mleka ściągam w 4 minuty, serio! Jest tak wygodny, poręczny i praktyczny, że będę go chyba dawać każdej ciężarnej w prezencie.

Gnizadko sleepee – ilość gadżetów do leżenia dla Antka doceniam właśnie teraz, kiedy on potrzebuje już jakichś aktywności. Nie nudzi nam się, wciąż kłade go gdzie indziej a gniadko najlepiej sprawdza się na kanapie. Mam jeszcze pewność, że mi nie spadnie. Nie zostawiam go jednak nigdy samego i nie spuszczam z oczu bo gigant się już przekręca na brzuch i siłuje się na całego.

Torba do wózka – wybrałam tak uniwersalną torbę, że nie potrafię znaleźć dla siebie słów podziwu 😉 To był genialny wybór! Jest akurat pojemna i akurat szara 😉 pasuje do wszystkiego i jest wygodna. Szybko zapina się i odpina z wózka a na tym mi bardzo zależało bo codziennie tarmoszę ją, nosze do domu i pakuję od nowa.

Waterwipes – chusteczki, które mogę polecić każdemu! Od początku (tfu,tfu,tfu aby nie zapeszyć) pupcia niemowlaka ani razu się nie zaczerwieniła. Co za tym idzie wszelkie kremy na odparzenia stoją nie otwarte do dziś.

Otulacze, kocyki i pieluszki – moja słabość. Nie umiem tego ukryć. Przez tyle lat macania pięknych bambusowych materiałów i dzianinowych kocyków moim marzeniem było jeszcze kiedyś móc je mieć! I mam! Wiem, że nie potrzebuję ich wszystkich ale to jedna z tych rzeczy, którym kategorycznie nie mogę się oprzeć.

Zawieszki do smoczków – rzeczy, którymi zachwycałam się w ciąży i wybierałam pod kolor namiętnie dziś leżą na dnie szuflady. Boję się ich trochę i używam zazwyczaj tylko w wózku lub w samochodowym foteliku. W codziennej zabawie staram się nie dawać smoczka a jeśli już to nigdy z zawieszką, tym bardziej do spania. Jakieś mam takie obawy, że może się w nie zaplątać.

Smoczki natursutten – Ekhm. Niestety nie polubili się. Na początku Antoś nie chciał smoczka ale wystarczył jeden dzień sam na sam z babcią i stali się najlepszymi przyjaciółmi. Nie wiem jak ona go przekonała. Ewidentnie jednak po kilkunastu dniach odrzucił Natursutten na rzecz okrąglutkich lovi. Tym razem już na dobre więc zaopatrzyłam się od razu w kilka sztuk bo smoczki to jedne z tych rzeczy, które nawet w ilościach hurtowych zawsze gdzieś zginą.

Zabawki z melodyjkami i szumkami – Uwielbiają je Natka z Tomkiem. Antoś już też poznaje ich moc. Musze przyznać, że szum uspokaja mi dziecko ekspresowo ale muzyczki tez go relaksują. TO na pewno nie jest zbędny gadżet ileż można osobiście piszczeć z zachwytu nad dzieckiem? W końcu nie może mnie kojarzyć tylko z radosnego rechotania nad głową i szklistymi oczami od wzruszenia, niech tez chłopak ma coś z życia.

Ubranka i buciki – rozmiar 62 – Taaak mi szkoda niektórych rzeczy, które założył tylko RAZ. Ale podejrzewałam, że tak może być więc serio skromnie wyposażyłam jego garderobę. Dużo łatwiej jest tak zrobić z chłopcem, przy dziewczynce nie było lekko a szafa pękała w szwach.

Mata do zabawy – celowo wzbraniałam się przed nią do tej pory, czekałam do 3 miesiąca bo wiem, że noworodkowi i tak ciężko ogarnąć cały ten świat więc nadmiar bodźców to ostatnia rzecz jakiej pragnie.

Wiem, że to nie wszystko, co chciałam opisać ale myślę, że jak na raz to wystarczy. Nasza wyprawka niemowlaka kryje jeszcze wiele tajemnic. Chętnie opowiem o innych rzeczach, śmiało pytajcie!

 

 

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij