Jedyne, co zmieniłabym w życiu

Jedyne, co zmieniłabym w życiu to mocniejszy łeb. Większy dystans i lepsza pamięć. Umiejętność korzystania z chwili, niemartwienia się o jutro. To wynika trochę z tego, że tak bardzo chciałam być dorosła i odpowiedzialna. Użalałam się nad sobą, kiedy coś nie poszło po mojej myśli i gnałam gdzieś, nie wiadomo gdzie. Po drodze zgubiłam trochę wspomnień, bo zamiast olewać ja się zamartwiałam. 

Jeszcze nie tak dawno szlochałam w ukryciu nad moim zwisającym brzuchem po porodzie. Bałam się, że nigdy się nie wchłonie a moją pamiątką po cztero czy pięcio kilogramowych dzieciach będzie wielka fałda. Dziś brzuch już nie zwisa a lekko wystające boczki doskonale umiem już okiełznać. W pierwszych dniach po porodzie moje piersi przypominały dwie bomby przed samiusieńkim wybuchem, jedna większa, druga mniejsza. Bałam się, że jeśli będę karmić one zostaną już takie na zawsze. Dziś ich wygląd i rozmiar bardzo mi odpowiadają a życiodajne mleko z nich płynące tylko dodaje im jędrności. Kiedy pierwsze tygodnie po porodzie nie mogłam spać, rana bolała, głowa rosła od stresu i zmęczenia, plecy odmawiały posłuszeństwa pomyślałam, że to jest cena za to, że wybrałam życie wielodzietnej mamy. I zaczęłam się z tym godzić. Pogodziłam się, że roboty będę miała więcej niż sił i niespełnionych marzeń więcej niż możliwości. Dziś wiem, że mogę mieć chwile, wieczory, dni a nawet weekendy, kiedy nie muszę być tylko tą umeczoną mamą poświęcając się w 100% dzieciom. W ostatnich dniach poczułam w sobie nagle nową energię, piękną siłę i kobiecą moc i nagle mnie olśniło, że to wszystko przecież mija i każdy etap macierzyństwa ma w sobie coś magicznego.

Wiadomo, niedługo odwrócę się na drugi bok i nie zobaczę już obok siebie domagającego się piersi bobasa. Nie obudzę się już obolała, ze zdrętwiałą ręką, która kilka godzin w jednej pozycji przytulała śpiące obok dziecko. Wstanę wypoczęta i nikt nie będzie tuptał za mną do łazienki aby towarzyszyć mi krok w krok przez cały dzień. Będę w samotności pić kawę, i pomyśleć, że nawet ciepłą… hmm… Niecierpliwie będę szukała towarzystwa bo głucha cisza w domu trochę mnie przeraża. Ale oni po kolei, jedno za drugim będą szli w swoją stronę a dom zostanie pusty.

Puszczę ich w świat ale będę tęsknić. Za każdą nieprzespaną nocą ale spełnionym porankiem. Za każdym bólem głowy leczonym mokrym buziakiem. Za każdą chwilą słabości, kiedy padałam na łóżko a za mną na trzy-czte-ry! wszyscy na mnie na ‚kanapkę’. Za każdym krzykiem, nerwem i podniesionym ciśnieniem, które tak bardzo udowadniały mi, że w życiu nie może być nudno. Za każdym wieczorem, kiedy nasłuchiwałam spokojnych oddechów i wpatrywałam się w śpiące twarzyczki dzieci, wspominając nasze piękne wspólne dni.

Szkoda mi było trochę tych tygodni wakacji, które mijają w niebezpiecznym tempie. Zaczynam znów nie rozumieć tego świata i sensu tego wszystkiego. Wszystkiego, co trzeba ‚robić’ na codzień aby dotrwać dnia następnego, a co odbiera nam szansę na ‚bycie’. Czasem boję się, że to wszystko zapomnę. Dlatego w ciągu ostatniego tygodnia nic nie napisałam. Nie mogłam się skupić, tak bardzo chciałam wykorzystać chwile, kiedy mam wszystkie dzieci razem w domu. Możecie się domyślać, że po takich dniach człowiek wieczorem szura nosem po podłodze i nie ma już szans na pisanie. Chodź może i ręce dałyby jeszcze radę, to głowa już nie ta o 22giej. Do tej pory nie znalazłam jednak lepszego sposobu na przechowywanie wspomnień jak ten blog, instagram i cała moja działalność na Facebooku. Wczoraj obejrzałam cały swój Instagram (TU KLIK) i nie jedna łezka zakręciła mi się w oku. Przez te kilka lat zmieniałam telefony, komputery, dyski i inne nośniki i wszystkie wspomnienia uchwycone na zdjęciach są gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie. W instagramowym albumie są na wyciągnięcie ręki! Mała Natalcia sepleniąca i śmiesznie skacząca, jej pląsy, śpiewy i tańce tak mnie dziś rozczulają! Wtedy tylko śmieszyły. Ten Tomik taki opiekuńczy i zaradny i taki oddany jej od zawsze! Dziś już różnica wieku między nimi trochę się wyrównuje i kłócą się na równi i leją też. Wtedy ona była jego małą księżniczką. Jeśli macie ochotę to zapraszam do naszej instagramowej codzienności – tam też jest nas trochę więcej. Dajcie mi znać, że jesteście – TU: https://www.instagram.com/bubulinka.pl/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Komentarze
(post, 4)

  1. traveLover napisał(a):

    Świetny, szczery i poruszający tekst. <3

  2. Justyna napisał(a):

    Pięknie napisane 🙂 <3
    Gdy czytałam Twój tekst, przed oczami stanęły mi chwile z moimi dziewczynkami. Masz rację, czas biegnie nieubłaganie, nawet nie wiem kiedy minęły te wszystkie lata. Także cieszmy się chwilami z naszymi dziećmi, puki są jeszcze małe bo rosną w zdumiewającym tempie.
    Pozdrawiam 🙂

    • Magda Zaniewicz napisał(a):

      Kiedy byłam młoda nie odczuwałam tego czasu ale dzisiaj zaczynam się bać, że w takim tempie to od jutra to czas się już do trumny zbierać ;( Przecież pamiętam jakby to było wczoraj jak rodziłam dziecko, pamiętam mój ból i strach. A to było pół roku temu! To jest niemożliwe!

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij