Instrukcja obsługi dziecka. Jak, gdzie, kiedy i za ile?

Każdy młody rodzic przedwcześnie i odgórnie dostaje jeszcze przed narodzinami dziecka wielką paczkę dobrych rad. Szuka w niej wszystkiego. Myśli, że znajdzie wśród tych wskazówek pełną instrukcję obsługi dziecka. Taką od A do Z. Liczy na gotową listę. Ma być karta gwarancyjna i instrukcja obsługi. Tak jak Ty rodzicu, wszedłeś w ten wpis z uwagi na to, że potrzebujesz konkretnych wskazówek. Nie opowiadań i przypuszczeń. Ty chcesz mieć to czarno na białym! Jak, gdzie, kiedy i za ile?! Pytań o dzieci są miliony, tylko kto tak naprawdę zna na nie dobre odpowiedzi?

Chcielibyśmy wiedzieć wszystko: Jak usypiać ? Jak przewijać? Jak karmić? Jak ubierać? Jak spacerować? Jak kąpać? Jak wychowywać? Jak łączyć więź rodzeństwa? Jak uczyć samodzielności? Jak oswajać z porażką? Jak radzić sobie z rozłąką? Jak przygotować do życia? Kiedy dziecko powinno spać? Kiedy powinno jeść? Kiedy powinno raczkować? Kiedy powinno zacząć mówić? A kiedy już chodzić? Brzmi jak spis treści w książeczce „instrukcja obsługi dziecka”, prawda?

Może od razu na wstępie, ku uczciwości tej strony, która nigdy nie kłamie, powiem krótko: Taka instrukcja obsługi nie istnieje. To WY ją stwórzcie dla siebie. I chociaż sama kiedyś marzyłam o okresie gwarancyjnym, kiedy można by było jeszcze naprawić psujące się po jakimś czasie zachowanie dziecka – też nie znalazłam. Ale wpis popełniłam:

„Macierzyństwo – niezgodność towaru z umową” (KLIK)

Wielu rodziców się zawodzi w całym tym swym rodzicielstwie. Nastawiają się na bajkę a dostają bańkę. I to mydlaną, która pęka po kilku dniach/tygodniach. I wtedy zaczyna się prawdziwe życie. Przez pierwsze dni/ tygodnie po porodzie noworodki są najsłodszymi istotami, jakie udaje nam się widzieć w życiu. Dopiero później zaczyna się trud i ciężka praca. Stres, niepewność, nadmiar obowiązków budzą lęk przed następnymi krokami. A my rodzicie musimy wiedzieć co robimy. Współcześni rodzice chcą gotowych rozwiązań, pewników. Nie mają czasu na poznawanie ich nowego człowieka, uważają że taka niewiedza jest ich niekompetencją. Chcą dowiedzieć się wszystkiego, zanim przyjdzie im to poznać. Chcą wiedzieć co ich czeka, zanim cokolwiek ich zaskoczy. A i tak są zaskakiwani i wciąż się zawodzą. Mimo milionów informacji i tak wciąż poszukują. Próbują wpisać swoje dziecko w jakieś ramy, teorie, opisy i tabelki i sami sprowadzają na siebie frustrację, zakłopotanie i niepewność.

Jest wiele metod wychowania, istnieje rodzicielstwo bliskości czy wychowanie bezstresowe. Są teorie na temat kar i nagród i te, które uczą zasad i stawiania granic. Są toksyczne style rodzicielstwa i różne style przywiązania z matką. Każdy mówi cos od siebie i co innego radzi. Skąd taki rodzic ma wiedzieć jak ma postępować skoro nikt nie dał mu żadnej praktycznej nauki zawodu – no oprócz moich kilku podpowiedzi we wpisie: „Rodzicielstwo. Praktyczna nauka zawodu” (KLIK).

Każdy rodzic najlepiej zna swoje dziecko. Każde dziecko najbardziej chce wzrastać w zdrowiu, miłości i poczuciu bezpieczeństwa. Wszystko się dobrze ułoży, musicie tylko sobie zaufać. Mądrze poprowadzić dziecko przez życie ale umieć też za nim podążać. Dzieci pięknie rosną i nie trzeba wiele wysiłku aby je wychować. Wystarczy im w tym nie przeszkadzać tylko być dobrym wsparciem i drogowskazem. Chciałabym aby matki odzyskały siłę swojej intuicji a ojcowie swoje kompetencje rodzicielskie. Kiedy tak się stanie dzieci będą łatwiejsze w obsłudze, bo rodzice będą mogli je w spokoju wysłuchać i zrozumieć. Zrozumieć w całej ich dziecięcości, wdzięczności i słodyczy a jednocześnie widząc w nich małych ludzi, którzy potrzebują dobrego wzorca.

Nic tak bardzo nie uczy dzieci postrzegania świata jak obserwowanie dorosłych. Przez obserwację i doświadczenie damy dzieciom więcej niż niejedna instrukcja obsługi dziecka. Dobry przykład, stosowanie ustanowionych zasad, szczerość i zaufanie to podstawa relacji nie tylko wśród dorosłych. Dzieci zasługują na naszą uwagę ale również szacunek. Zasługują na możliwość poznawania świata po swojemu i przemierzania przez życie według swoich potrzeb.

Janusz Korczak miał piękne myśli o dzieciach i zostawił je w pięknych słowach. Niektóre tak bardzo do mnie trafiają, że trafią i do Was:

Dziecko nie może myśleć «jak dorosły», ale może dziecięco zastanawiać się nad poważnymi zagadnieniami dorosłych; brak wiedzy i doświadczenia zmusza je, by inaczej myślało.

Dziecko chce być dobre. Jeśli nie umie – naucz. Jeśli nie wie – wytłumacz. Jeśli nie może – pomóż.

Dziecko jest pergaminem szczelnie zapisanym drobnymi hieroglifami, których część tylko zdołasz odczytać, a niektóre potrafisz wytrzeć lub tylko zakreślić i własną zapełnisz treścią.

Dziecko chce wiedzieć, czyś sam widział, czy wiesz od innych, skąd wiesz; chce, żeby odpowiedzi były krótkie i stanowcze, zrozumiałe, jednobrzmiące, poważne, uczciwe.

W teorii wychowania zapominamy, że winniśmy uczyć dziecko nie tylko cenić prawdę, ale i rozpoznawać kłamstwo, nie tylko kochać, ale i nienawidzić, nie tylko szanować, ale i pogardzać, nie tylko godzić się, ale i oburzać, nie tylko ulegać, ale i buntować się.

Dziecko przywiązuje się do lalki, szczygła, kwiatka w doniczce, bo nie ma jeszcze nic więcej i więzień lub starzec tak samo się przywiązują, bo już nic nie mają.

Nie biegaj, bo wpadniesz pod konie. Nie biegaj, bo się spocisz. Nie biegaj, bo się zabłocisz. Nie biegaj, bo mnie głowa boli (…) I cała potworna maszyna pracuje długie lata, by kruszyć wolę, miąć energię, spalać siłę dziecka na swąd.

Więc na wszystko pozwalać? Przenigdy: z nudzącego się niewolnika zrobimy znudzonego tyrana. Zabraniając, hartujemy, bądź co bądź, wolę bodaj w kierunku hamowania się i zrzekania tylko, rozwijamy wynalazczość w działaniu na ciasnym terenie, umiejętność wyślizgiwania się spod kontroli, budzimy krytycyzm. (…) Pozwalając na wszystko, baczmy, by dogadzając zachciankom, tym usilniej nie dławić chceń. Tam osłabiamy wolę, tu ją zatruwamy. (…) Musimy ustalić granice jego i mego prawa.

Łzy uporu i kaprysu – to łzy niemocy i buntu, rozpaczliwy wysiłek protestu, wołanie o pomoc, skarga na niedbałą opiekę, świadectwo, że nierozumnie krępują i zmuszają, objaw złego samopoczucia, a zawsze cierpienie.

Jeśli umiecie diagnozować radość dziecka i jej natężenie, musicie dostrzec, że najwyższą jest radość pokonanej trudności, osiągniętego celu, odkrytej tajemnicy. Radość tryumfu i szczęście samodzielności, opanowania, władania.

Doświadczenie paru niestosownych pytań, nieudanych żartów, zdradzonych tajemnic, niebacznych zwierzeń uczy dziecko odnosić się do dorosłych jak do oswojonych, ale dzikich zwierząt, których nigdy nie można być dość pewnym.

To małe dziecko bardzo wiele ma pracy, zanim własny dom zrozumie. Kto starszy, już nie pamięta nawet, jak oglądał pokój, podłogę, sufit i ściany, ile niezrozumiałych i trudnych widział rzeczy, ile niespodzianek i tajemnic spotkał.

W obawie, by śmierć nie wydarła dziecka, wydzieramy dziecko życiu; nie chcąc, by umarło, nie pozwalamy żyć.

Niekiedy rodzice nie chcą wiedzieć tego, co wiedzą – i widzieć tego, co widzą.

Nie zabiegajmy o to, by każdy czyn uprzedzić, w każdym zawahaniu się natychmiast drogę wskazać, przy każdym pochyleniu biec z pomocą. Pamiętajmy, że w momencie silnych zmagań może nas zabraknąć.

Pewne tematy wychowawcze omawiane są chętnie i przez licznych, inne – starannie unikane. Przyjemniej poznać, jak być powinno, niż zwierzać się z tego, jak jest, szczególnie gdy w braku dającego się łatwo stosować przepisu, zmuszeni jesteśmy działać niezbyt chwalebnie.

Nie ma dzieci – są ludzie; ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia, innych popędach, innej grze uczuć.

Kiedy dziecko powinno już chodzić i mówić? Wtedy, kiedy chodzi i mówi. Kiedy powinny wyrzynać się ząbki? Akurat wtedy, kiedy się wyrzynają. I ciemiączko wtedy powinno zarosnąć, kiedy właśnie zarasta. I niemowlę tyle godzin spać powinno, ile mu potrzeba, aby było wyspane.
Ależ wiemy, kiedy to się na ogół odbywa. W każdej popularnej broszurce przepisane są z podręczników te drobne prawdy dla ogółu dzieci, a kłamstwa dla twego jednego.
(…) Numery dorożek, rzędy krzeseł w teatrze, termin płacenia komornego, wszystko to, co dla porządku wymyślili ludzie, może być przestrzegane, ale kto umysłem wychowanym na policyjnych przepisach zechce sięgnąć po żywą księgę natury, temu się na łeb zawali cały olbrzymi ciężar niepokojów, rozczarowań i niespodzianek.

 

 

 

 

 

 

Macierzyństwo – niezgodność towaru z umową

Teraz już nic nie jest NA PEWNO.

Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij