Ojciec do zadań zwyczajnych

Ojciec moich dzieci jest zwyczajnym ojcem. Codziennie rano wychodzi do pracy i codziennie wraca po pracy do domu. Zawsze chciałam mieć dla nich takiego tatę. Bez tych jego codziennych powrotów nie odważyłabym się chyba marzyć o trzecim dziecku. Ojciec moich dzieci poza tym, że wie jak mają na imię i ile mają lat zna osobiście ich kolegów i koleżanki. Zna Panie w szkole i wie trochę więcej niż to jak jego syn się sprawuje i czy ma piątki czy dwóje. Wie w co dzieci lubią grać i co im nie smakuje. Nie jest najlepszym stylistą ale ubrań im raczej nie myli. Jest z nami w każdy zwyczajny dzień i jest jego częścią. Nie zgrywa twardziela mianując się żywicielem rodziny a najbardziej uwodzicielsko wygląda zmywając naczynia i z odkurzaczem w ręku. Spełnia moje fantazje zmieniając dziecku pieluchę, kąpiąc i kładąc wszystkich spać. Wie, że bardziej relaksuje mnie długa kąpiel niż prasowanie. Nie udaje wszechmogącej głowy rodziny zasiadając wygodnie z pilotem na kanapie. Czekając na obiad i kapcie. Lub kapcie i obiad. Tak samo bierze się do roboty, jak i ja i tak samo pada ze mną wieczorem na twarz.

Może i prania nie zrobi ale chociaż poinformuje, że ma ostatnie czyste gacie w szufladzie. Dobre i to bo mam wybór albo piorę albo lecę po nowe. Wszak każdy powód do zakupów jest dobry, co nie? Ale to on wie najlepiej jaki kupić odkurzacz i później potrafi go nawet używać. Nie czeka aż podam mu talerz pod nos i czasem zapyta nawet czy nie jestem głodna. Fakt, że nie gotuje, ale nie wyskakuje mi też ze zbyt wymagającym menu. Do sklepu za to pójdzie po najbardziej zapomniany ostatni składnik do ciasta, kiedy tylko go poproszę. Wie, że zmywanie nie jest moim ulubionym zajęciem, więc sam dzielnie ładuje zmywarkę lub trwa ze mną wspólnie w postanowieniu pt „dziś nie zmywam”. Bohatersko przybija kolejne gwoździe, wierci dziury i przestawia dla mnie meble częściej niż przeciętny Polak zmienia szczoteczkę do zębów. 

Zna nazwisko naszej pediatry i wie gdzie zanieść mocz co miesiąc do badania. Utrzyma dziecko przy pobieraniu krwi i spędzi niejedną noc na szpitalnej podłodze przy dziecięcym łóżeczku. Myje zafajdane dupcie i ściera zasikaną podłogę. Prowadza dzieci do przedszkola i doskonale wie, gdzie na półce w sklepie leży proszek do prania i papier toaletowy. Wie co było zadane z matmy i co dziś jedli na obiad. Zna imiona najładniejszych dziewczyn w szkole i szkoli syna ze strategii boiskowych. Podejmuje codzienne wyzwania, zadania i męskie potyczki. Sadza córkę na kolana i bawi się kucykami pony. Zostaje z dziećmi na noc, na dzień czy nawet na weekend. Wstaje w nocy do dzieci tak samo jak ja mimo, że rano idzie do pracy.

I choć nie staje ze mną w zawodach na lepszego rodzica często wygrywa przed startem. Potrafi uśpić Antosia w minutę, kiedy ja bujam się kilkanaście. Potrafi powiedzieć stanowczo nie czy bez zastanowienia tak, kiedy ja w sumie sama nie wiem co robić. Potrzebuję go, kiedy moje siły spadają do zera w środku nocy i wtedy, kiedy moja złość sięga zenitu po męczącym dniu. I nie oczekuje braw za zabranie dzieci na spacer i nie myśli, że pół dnia w garach a reszta na szmacie to moje ulubione zajęcia. Ojciec moich dzieci mnie rozumie i chce dla nich tego samego, co ja. Wie jak bardzo obciążające jest ich wychowanie i jak wiele znaczy jego w nim rola. Ojciec moich dzieci jest równoprawnym i równym w obowiązkach rodzicem i zdaje sobie z tego sprawę. I co z tego, że to ja aktualnie siedzę z dziećmi w domu on musi być gotowy na każdą odmianę losu, które nas ostatnio nie oszczędzają. Nie może więc wylądować z ręką w nocniku tylko stać na wysokości zadania. Znać każdą dawkę leku i drogę na pomoc nocną. Umieć znaleźć tiulową spódniczkę na przedstawienie i strój na wf. Otrzeć łzy tęsknoty i rozpoznać pierwszy raz złamane serce. Pamiętać, że Tolo pokochał koniki na biegunach i zapisać go do listy zakupów.

Ojciec moich dzieci jest zwyczajnym ojcem. Codziennie rano wychodzi do pracy i codziennie wraca po pracy do domu. Zawsze chciałam mieć dla nich takiego tatę. Takiego w sam raz, nie za mało nie za dużo, nie za głośno i nie za cicho. Takiego jak on.

Znajdziecie go na Instagramie. To jest ichojciec

 

 

A Konika na biegunach mamy ze sklepu MIMULO

Milutki i przyjazny konik da się okiełznać na razie jedynie przy pomocy taty. Taka zabawka jednak to must have dla nas, wiecie przecież jak bardzo lubimy bujanie. Bujaki, huśtawki, zwisy i drabinki to raj dla moich szkrabów. Antoś jest już coraz większy i o wiele cięższy więc bujanie na rękach staje się trudne. Konik sprawdza się w temacie rewelacyjnie, nie dość, że słodki i przyjazny dla dzieci to jeszcze idealnie wpisał nam się w nowy wystrój pokoiku!

 

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij