Nigdy nie pozwolę im przestać marzyć.

Wszyscy chcieliśmy być jak najszybciej dorośli. Żeby móc o sobie decydować, nie wypełniać niczyich rozkazów, robić co nam się podoba. Być na swoim, mieć więcej przestrzeni i iść przez życie według własnych zasad. Dorastanie jednak to dość brutalne zderzenie z rzeczywistością. Zapomnieliśmy już dawno o świecie marzeń, beztroskiej zabawy, frywolnych tańcach na golasa, bekaniu i puszczaniu bąków dla zabawy, rzucaniu tornistrów pod nogi i wyciąganiu spleśniałych kanapek po tygodniu. Zapomnieliśmy o czasach, kiedy liczyło się tylko podwórko, wycieczki i koledzy. Kiedy śpiewaliśmy na jednym wielkim fałszu nie wstydząc się nikogo i wskakiwaliśmy na kolana rodziców chowając się przed całym światem. Dziś robią to nasze dzieci a my stanęliśmy przed zadaniem dorosłości, macierzyństwa, rodzicielstwa. To nie łatwe, to ciężkie a sami się do tego pchaliśmy zawzięcie.

Dorosłość wymaga. Rodzicielstwo to też jedna z tych rzeczy, które najpierw należy przerobić w sobie. Dopiero, kiedy mamy to już w miarę poukładane możemy poprowadzić nasze dzieci tam, gdzie sięgają ich marzenia. One same nie wiedzą w którą iść stronę, muszą nam zaufać, a my musimy stanąć na wysokości zadania i zdać sobie sprawę, że dzieci nas wciąż obserwują. I wciąż się nas uczą jaka będzie ta ich dorosłość, do której też tak namiętnie tęsknią. Za każdym razem kiedy wstaję rano, uczę moje dzieci jak to robić. Za każdym razem, kiedy siadam do śniadania i obiadu pokazuję im jak powinno to wyglądać. Mogę nie mówić nic, one same zauważą. Każda kłótnia, która kończy się pogodzeniem i każda porażka, która odradza się nową siłą uczy ich jak to się robi. Każdy sukces świętowany po cichu i razem i każdy zwykły dzień, który trzeba jakoś przetrwać. Staram się zachować choć odrobinę magii w tym dorosłym życiu i nigdy nie chcę pozwolić na to aby przestały marzyć.
Znacznie łatwiej było odnaleźć się na dywanie z klockami, niż w świecie nieugiętej rzeczywistości pozbawionej taryfy ulgowej. To wszystko nie będzie łatwe ale chcę nauczyć swoje dzieci życia po swojemu. NIech jak najdłużej zostaną w tym swoim bajkowym świecie. Muszę nauczyć odpuszczania, zostawiania porażek za sobą i umiejętności pójścia dalej. Przykrości i nieporozumienia prędzej czy później pojawią się w ich życiu a dorastanie jeszcze nie raz będzie bolesne. To będą lata połączenia kontrastów: śmiechu i wzruszenia, radości i smutku, dobrych i złych decyzji i ich konsekwencji. To będą wielkie emocje. Pierwsze miłości, kłótnie i bójki. Zawody i nieporozumienia. Wszystko da się przetrwać mając w sobie nadal cząstkę dziecka i trzymając się swoich marzeń.

Podsumowując moje wywody po obejrzeniu filmu „Jak wytresować smoka3” nie spodziewałam się w sobie takich przemyśleń. Ale kocham filmy animowane, które są nie tylko dla dzieci. Nam dorosłym pozostawiają w głowie miliony myśli a dzieci zabierają w świat fantazji, kreując wokół świat który mogą zabrać nawet ze sobą do domu w formie dedykowanych zabawek. Pozwalają powrócić na chwilę do dziecięcego świata i przypominają nam jaką drogę już mamy za sobą. Teraz tylko pozostaje nam wprowadzić w ten świat naszych małych ludzi, którzy wpatrzeni w nas jak w obrazem uczą się tego każdego dnia.

 


 

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij