Zaangażowane macierzyństwo i kariera zawodowa. Czy da się to zrobić?

Jednym z najczęściej słyszanym przeze mnie pytaniem jest: JAK TY TO ROBISZ? Jak udaje Ci się godzić tyle wyzwań zawodowych z trójką dzieci?

Wiesz, to się samo nie udaje. To dość ciężka i niewdzięczna praca. Tym bardziej, jeśli chcesz dużo a nie możesz, bo Twoja doba ma tylko 24h.

Jak to się zaczęło?

Pracuję odkąd napisałam maturę a nawet chyba ciut wcześniej. Od pracy na słuchawce  w callcenter po Zarząd Dróg Powiatowych. Siedziałam za biurkiem i prowadziłam firmy, nie tylko swoje. Bloga założyłam jakieś 4 lata temu, kiedy Natka była malutka. Pamiętam jak będąc w ciąży zrezygnowałam z super pracy w sieci Play, gdzie sama byłam sobie Panią. Po moich ogromnych doświadczeniach na rynku pracy w naprawdę przeróżnych branżach i na różnych stanowiskach nadal sama chciałam o sobie decydować. W momencie, kiedy założyliśmy z mężem sklep dla dzieci osobiście posadziłam się za biurkiem na 8-10 czy 12 godzin dziennie. Po jakimś czasie musiałam również zarywać ok. 4h w nocy, kiedy dzieci już spały. Od samego pisania robi mi się słabo a już po jakimś czasie dołożyliśmy do tego studio fotograficzne. Profesjonalne robienie zdjęć pojawiło się wraz z zamówieniami od marek, firm i zwykłych ludzi czy po prostu naszych sąsiadów. To również wciągnęło nas na tyle, że znów po jakimś czasie zrezygnowaliśmy z obydwu sklepów na rzecz bloga i fotografii. To nie były łatwe lata, to nie były proste biznesy, musieliśmy pewne sprawy odpuścić. Lecz osobiście długo nie wytrzymałam z nadmiarem wolnego czasu (zero godzin dziennie i trójka dzieci) i weszłam mocno w biznes z branży network marketingu, gdzie pracuję już 5 miesiąc tworząc wspaniały zespół. Współpracuję z takimi mami jak ja, czasem jeszcze bardziej zapracowanymi zazwyczaj 2 razy w tygodniu. Firma Arbonne daje mi możliwość stworzenia dochodu pasywnego i zabezpieczenia przyszłości moich dzieci dzięki temu, że dostaną ode mnie czek spadkowy. Marzę o tym, żeby dzieci miały zapewnione bezpieczeństwo nawet wtedy, kiedy ja przestanę pracować. Buduje też mocno swój rozwój osobisty i spotykam codziennie wspaniałe osoby, które dają mi niesamowitą energię do dalszego działania! I nadal pracuję nocami, bo wymyśliłam sobie, że napiszę jeszcze fotograficznego ebooka! 😉

Jak wygląda mój dzień

Nie jestem typem pracusia, oj to na pewno nie. Jestem dość chaotyczna, niezorganizowana i mega niesystematyczna. Brakuje mi wszystkiego, co potrzebne jest w biznesie. Mogę ciężko pracować tydzień/miesiąc/pół roku ale po jakimś czasie żądam dla siebie odpoczynku i nagrody i wtedy nie robię NIC, na przykład jeden dzień 😉 Ze wstawaniem rano mam problem, dość duży nawet. Nigdy nie chce mi się wstać rano. Nigdy, naprawdę i to jest pierwsza moja walka każdego dnia. Szykujemy dzieci do szkoły i przedszkola a w międzyczasie ratujemy Antosia przed zagładą, którą na każdym kroku dla siebie szykuje. Kiedy najstarsi są w placówkach, mąż w pracy ja spędzam dwie godzinki udając, że się bawimy na przykład w wstawianie prania czy zmywanie. Wiecie, typowe zabawy dla roczniaków. Po drodze kopiemy piłkę czy szczekamy jak piesek. W międzyczasie odbieram telefony (lub nie) w tle mając ciągle szczekającego pieska i zagładę, jaka czyha na Antosia na każdym kroku. Kiedy przychodzi godzina drzemki, jak każda matka stoję przed ważnym wyborem: Kąpać się czy spać? Jeść śniadanie czy posprzątać po dzieciach? Wstawiać kawę czy jednak wspólna drzemka? A może godzinka pracy? Ale najpierw kąpiel, zanurzam się w wannie.. i szybko z niej wybiegam, Antoś już płacze wołając o pomstę do nieba bo matka nie zjawiła się w sekundę! Później następuje efekt zdartej płyty: jeść, bawić się, kupa. Szczekanie, piłka i klocki, i znów kupa i zaraz obiad. Przychodzi Tomik, rozróba na całego i w takich okolicznościach czekamy na ratunek ojca. Przychodzi ichojciec, wprowadza Natkę, kilka wspólnych rozmów i awanturek i czas kolacji, kąpieli, znów jedzenia i marudzenia. Tak kończymy codzienną bitwę z trójką dzieci. ok 21.00 i wtedy następuje ten błogi czas, kiedy siadamy do… pracy! Na co najmniej 4 h, jak zwykle. Aktualnie jest 00:15 i mam nadzieję dzisiaj skończyć ten post bo inaczej będę musiała to zrobić przy śniadaniu.

Ile osób jeszcze w tym siedzi?

Czasem dostaję takie pytania, jesteście ciekawe kto kryje się za tym, że ja tyle mogę. Wszyscy się kryją, jest ich trochę. Pierwsza na myśl przychodzi niania, pani do sprzątania i pewnie niezły catering. Ale niestety, zostają nam osobiste 4 rodzicielskie ręce na ten cały rozgardiasz. Po 1 – niezastąpiony mąż, który raz na jakiś czas wypuszcza mnie do biura to podstawa, żebym mogła mieć w głowie trochę własnych myśli a nie myśli trójki rozrabiaków w ciągłych igraszkach z moim rozumem. Często to on kąpie i kładzie dzieci, kiedy to ja muszę popracować więcej. Czasem uda nam się również nadgonić robotę, zaległe wyjazdy i konferencje zostawiając dzieci na weekend dziadkom i babciom. Oni są naszym wielkim wsparciem, nie wszędzie i nie zawsze możemy jechać z całą trójką. To dzięki nim także nie umarło jeszcze nasze życie towarzyskie, które potrzebuje czasem obecności tylko samych dorosłych. Ratują nas też w ciągu tygodnia, żebyśmy mogli pójść na przykład na sesję. Tutaj jednak chciałabym zwrócić waszą uwagę na moment właśnie na tej relacji. Wiecie, ona nie dzieje się sama. O nią trzeba dbać a czasem nawet walczyć. To nie jest tak, że babcie czekają każdego dnia aż zadzwonię i poproszę o opiekę nad dziećmi, wszystkimi na raz. Nasze babcie i dziadkowie są nadal czynni zawodowo a my na co dzień zabiegamy o to, żeby mieć z nimi kontakt, żeby dzieci lubiły czas z nimi i żeby nigdy nie opuszczać obiadów w niedzielę czy wspólnych wypadów na lody. Staramy się prawdziwie dbać o siebie nawzajem w tym całym zaganianym świecie. Czasem mi szkoda tego ciągłego biegu ale mam wrażenie, że w dzisiejszym świecie trudno jest robić inaczej. Jeśli nawet nie gonimy za rozwojem czy bezpieczeństwem finansowym to nie umiemy się po prostu oprzeć możliwościom.

Im więcej rzeczy do zrobienia, tym lepsza organizacja

Im więcej rzeczy do zrobienia, tym lepsza organizacja” Tak mówią, a ja bym dodała jeszcze tym większy ból głowy. Czasem wydaje mi się, że nie wiem kim jestem i jak się nazywam. Gubię się czy dziś środa czy piątek i zapominam zrobić ten obiad. Robię w ciągu dnia milion notatek, screenuję pół internetu, zapisuję pomysłami kartki i nagrywam w telefonie. Mam 4 kalendarze, każdy prowadzony niepoprawnie i nigdy nie mam jak spokojnie pogadać przez telefon. Wciąż sobie coś dokładam i serio na koniec dnia NIE WIEM JAK JA TO ZROBIŁAM. Wiem tylko, że podzieliłam ten dzień tak, jak ja chcę. Pracując u siebie i dla siebie nie siedzę 8 godzin w biurze. Nie powiem, że na wszystko mam dzięki temu czas, bo bym skłamała ale wykorzystuję go według potrzeb mojej rodziny. Bo dzięki temu, że ja się realizuję chętniej wracam do domu i choć zmęczona ale stęskniona bawię się z dziećmi. Dzięki temu, że na co dzień mam dla nich dużo czasu mogę raz na jakiś czas zostawić opiekę nad nimi komuś innemu. Wiele rzeczy robię, bo muszę i nie zastanawiam się już czy to lubię. Ale wielu też spraw, które lubię bardzo nie muszę odpuszczać z powodu dzieci czy rodziny, nikt mnie nie blokuje. Zawsze też, kiedy mam gorszy dzień mogę zostać po prostu cały dzień w piżamie, wyłączyć telefon i udawać, że nie istnieję. Wtedy nie muszę się nikomu z niczego tłumaczyć ani z niczego rezygnować, bo wiem, że jutro znów będę miała dzień, który wykorzystam. To moja równowaga, jednego dnia na pełnej petardzie, drugiego dnia w piżamie i kapciach, z dzieckiem na kolanach.

Kto na tym cierpi najbardziej?

Sama sobie szykuję ten los. Mogłabym chcieć mniej ale nie umiem. Chciałabym wszystko i zaangażowane macierzyństwo i karierę zawodową. I wciąż kiedy jestem w domu czuję, że powinnam być w pracy ale kiedy jestem w pracy mam wyrzuty sumienia, że nie jestem z dziećmi. Mimo tego, że jestem dumna ze swoich poczynań mam czasem wrażenie, że zawodzę. Kiedy jestem w pracy, zawodzę jako matka a kiedy jestem w domu poświęcając się dziecku zawodzę siebie w swoim rozwoju. Tego chyba nie da się do końca emocjonalnie pogodzić, zawsze będą obawy.

Myślę, że każda pracująca matka to przeżywa. To nie jest łatwe ale jednak to robimy! Budujemy wspaniałe biznesy, dbamy o własny rozwój a jednocześnie wychowujemy szczęśliwe dzieci! Jestem pewna, że większość z Was robi coś fajnego! Pochwalcie się, żebym nie czuła, że jestem sama.

Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij