Cześć mamo, kim jesteś?

Cześć, jestem Magda. Zanim zostałam mamą, byłam sobą. Tak po prostu. Fajna byłam dość. Nie bałam się niczego i nikogo, często się śmiałam. Mogłam patrzeć na siebie, przed siebie, non stop w jego oczy. Oglądać, marzyć, rozmyślać i planować. Dziś nie wiem w co mam ręce włożyć, a oczy muszę mieć dookoła głowy. Nie planuję już niczego na 100% bo nauczyłam się, że i tak to na nic. Niczego nie oczekuję, a gotowa jestem na wszystko. Kiedyś sama decydowałam o tym, kiedy idę spać, kiedy jem i jak korzystam z toalety. Dziś dla dobra sytuacji potrafię nie tyle przesunąć to w czasie, jak nawet z tego zrezygnować. Dzieci są wspaniałe a sen jest dla słabych.

W 2010 roku wszystko się zmieniło. Moje życie stało się do znudzenia zwykłe, inne niż przedtem. Zaczęłam za nim tęsknić, zaglądać tylko czasem przez okno. Przychodzi taki czas w życiu kobiety, kiedy każdy dzień jest taki sam a ona w całości, chcąc nie chcąc poświęca się dziecku. To, co było dla mnie normą zaczęło stawać się luksusem, na który rzadko mogłam sobie pozwolić. Zaczęłam bardziej rezygnować niż próbować, zamieniać, odpuszczać i zapominać o sobie. Zaczęłam się bać, że już zawsze tak będzie. Momentami nienawidziłam siebie za to, że myślę o życiu tak płytko leżąc właśnie obok mojego małego cudu. Nie wiedziałam, dlaczego nie mogę się tak po prostu cieszyć z tego co mam. Często żałowałam, co właśnie tracę.

Przestało być tak, jak kiedyś, kiedy robiłam co chciałam. Kiedy byłam zmęczona kładłam się wcześniej spać, kiedy byłam głodna jadłam. Kiedy miałam ochotę iść na spacer to szłam albo odwiedzałam przyjaciółki, kiedy byłam umówiona wychodziłam bez ogona. Byłam niezależna, spontaniczna, bez większych zmartwień. Porządki robiłam raz w tygodniu i było w miarę względnie. Teraz odkurzam 3 razy dziennie a zabawki zbieram non stop a wciąż w domu jest bałagan. Robiłam wszystko tak jak chcę, jak uważam i jak umiem. Jeśli nie dawałam rady, odpuszczałam i robiłam przerwę. Szłam wcześniej spać. Lubiłam te dni bez atrakcji, nicnierobienia, beztroskiego leniuchowania.
Czasem łapię się na wspominaniu, jak przeżyłam „młodość”. Wstyd opowiadać ale miło powspominać. To chyba ważne z perspektywy starej baby, co dziewczyny? Mamy tu na sali jakieś starsze Panie po 30tce? Teraz zastanawiam się czy wciąż jestem tą samą osobą? Trochę już siebie nie pamiętam ale wiem, że tamta osoba też jest dla mnie ważna. Zajmuje w moim sercu bardzo szczególne miejsce, mimo, że osób do kochania w ostatnim czasie trochę mi się namnożyło. I mimo, że nie stawiam jej już może na pierwszym miejscu czasem lubię ją odkopać, odkurzyć trochę. To wtedy właśnie przestaję być mamą na serio. Śmieję się częściej i częściej odpuszczam. Nie staram się być na każdym kroku do znudzenia ostrożna i konsekwentna aż do bólu. Nie staję się na siłę lepsza, po prostu zostaję sobą.

W pewnym momencie się ocknęłam. Pomyślałam, że jeśli nadal będę tak za sobą tęsknić to w końcu na zawsze o sobie zapomnę. To był ten moment, w którym postanowiłam pogodzić siebie i dzieci. Postanowiłam, że dam radę być zaangażowaną matką (wtedy jeszcze jednego dziecka) i będę spełniać swoje marzenia. Nie siądę na miejscu i nie przestanę chcieć więcej. Nie chcę tylko marudzić i narzekać na swój los i myśleć, że jestem egoistką za każdym razem kiedy mam odwagę i czelność zawalczyć w tym wszystkim o siebie. Nie mogę się bać mieć jeszcze coś dla siebie przecież. Oprócz tego całego ambarasu, muszę mieć czasem jakąś drogę ucieczki.
Odkąd urodziłam pierwsze dziecko ciągle się boję. Czy dobrze wypadam, czy dobrze robię czy jestem wystarczająca czy się sprawdziłam. Brakuje mi luzu i spontaniczności, wciąż się martwię. To powoli zabija moją kreatywność, odhaczam zadania do spełnienia i nie zostaje mi już żadna przestrzeń dla siebie. Zapominam powoli o sobie. Tęsknię za mężem i swoją figurą, której nigdy wcześniej nie lubiłam a teraz marzę, żeby do niej wrócić. Kiedy rodzisz dziecko, jedno, drugie i kolejne możesz nawet nie zauważyć, kiedy przestajesz być sobą. Zostajesz matką i tę rolę chcesz wykonywać na 100%. Zapominasz, że można się śmiać, szaleć, wariować. Nie musisz być do znudzenia poważna i wciąż się hamować. Z dziećmi też ( a nawet tym bardziej) można żartować, śmiać się w głos i przeżywać dni radośnie. Dziś to są moje największe iskierki i po tych 9 latach matkowania czuję pustkę, kiedy nie mam ich choć na chwilę.

To wszystko nie znaczy, że nie lubię swojej codzienności i chciałabym zawrócić czas. Nie żałuję podjętych decyzji, w życiu nie kochałam tak mocno jak teraz. Chcę Ci tylko pokazać, że można. Można kochać dzieci i kochać siebie. Koleżanki, przyjaźń, zabawa i wino to nadal ( a może w szczególności) są rzeczy wciąż możliwe dla matki. Rola, którą wybrałam sobie jako główną i na zawsze nie ogranicza mnie przecież w pełni. Zabiera mi czas i energię ale nie pozbawia marzeń a wręcz pobudza mnie do działania. Nie ufam ludziom, którzy mówią, że dzieci nic nie zmieniły w ich życiu, bo kłamią. Wierzę jednak matkom, które mówią, że się da. Wierzę im też, kiedy mówią jak jest ciężko, nieznośnie i nie do wytrzymania i kiedy płaczą z tego wszystkiego. Są lepsze i gorsze dni w życiu a naszym największym zadaniem jest się jakoś utrzymać na tej karuzeli sprzecznych uczuć.




 

 

Tak wygląda nasze domowe SPA wraz z wegańskimi kosmetykami od Arbonne. Koleżanki i babskie spotkania to jest to, co trzyma mój balans życiowy w ryzach. Nie umiem żyć w samotności, więc kiedy odpoczywam od domu nadal idę w tłum. Opaski użyte w sesji są od GLOV. Rękawiczki i płatki do demakijażu bez użycia detergentów również.

 

Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij