Codziennośc matki. Zwariowana spontaniczność czy monotonne schematy?

Po co nam rutyna?

Plan dnia, plan posiłków, plan lekcji, konspekty zajęć, zakres materiału. To wszystko niejako opisuje naszą codzienność, która byłaby wielkim bałaganem jeśli odbywałaby spontanicznie? Skłonność do szablonowych zadań, schematy i systematyczność oraz nawyki. To wszystko pomaga nam wstać rano i mieć ku temu powód. Codzienne zdobywanie nowych umiejętności odbywa się również przez powtarzanie. Możliwość przewidywania ciągów zdarzeń daje nam poczucie kontroli nad całym dniem. Konsekwencja w działaniu to często jedyna droga do osiągnięcia wielu życiowych celów. Systematyczna praca uczy nas zatem kontroli a rutyna utrwala zdobyte umiejętności.

Plan, schemat, rutyna, systematyczność, nawyk, zwyczaj, rytm dnia.

Mówią, że dzieci czują się bezpiecznie, kiedy mają stały rytm dnia. Czy rutyna daje nam poczucie bezpieczeństwa? Sprawdza się na pewno w zdobywaniu nowych umiejętności czy przystosowaniu do nowych warunków. Np. przy niemowlętach czy w pierwszych dniach szkoły. Pokazuje nam kierunek działań i pozwala opracować dobry plan. Dlatego nauka opiera się głównie na rutynowych czynnościach, podobnie zresztą jak standardowa praca na etacie. Nie każdy jednak czuje się dobrze w tak sztywno postawionych ramach.

A jak jest u Was? Czy ponowne wejście w schemat roku szkolnego i stałych pór pracy to dla Was ulga czy wyzwanie? Większość osób raczej woli usystematyzowany tryb życia. Chociaż przyznaję, że ja wciąż motam się miedzy tym, a moją bezwzględną spontanicznością, brakiem ograniczeń i możliwością spędzania z dziećmi czasu tak swobodnie i na własnych warunkach.

Codzienność, monotonia, nuda i proza życia.

A jednak życie w sztywnych ramach codziennego planu jest zwyczajnie nudne. Codziennie te same zdania, ułożona kolejność nie do przeskoczenia. Najpierw obiad, później deser. Najpierw lekcje, później zabawa. Najpierw obowiązki, później przyjemności. Dokładnie tego jesteśmy nauczeni i mamy dbać o konsekwencje. Problem pojawia się w momencie, kiedy osobiście nie mamy tych nawyków utrwalonych a chcemy ich nauczyć nasze dzieci. Ja sama jestem bardzo niekonsekwentna. Uwielbiam spontaniczne działanie bo to pobudza moją kreatywność. Złoszczę się, kiedy ktoś mi w tym przeszkadza. Poza tym, że wstaję codziennie o 6.30 żeby zdążyć wyszykować dzieci,  a Tomik wraca o 14.30 – reszta dnia jest dla nas do dowolnego zagospodarowania. W czasie, kiedy dzieci nie ma w domu staram się ogarnąć pracę i domowe obowiązki. Oczywiście, że nie udaje mi się to zawsze i codziennie tak samo. Czasem dłużej gotuję a czasem tylko pracuję. Lubię też raz na jakiś czas rzucić wszystko i na poprawę humoru wyjść a do komputera wrócić dopiero na wieczór. Troche uciekam od narzucanych schematów.

Mama zorganizowana

Czy mama zorganizowana to tylko ta nudna, stanowcza i nieugięta? Ta pilnująca zasad i nigdy nie zmieniająca zdania?

Wstaję rano uśmiechnięta, dostaję obślinionego buziaka z mocnym pociągnięciem za bluzkę. Nie chce mi się trochę ale wiem, że to będzie dobry dzień i cieszę się na nowe wyzwania. Mam swobodę, nie pracuję na siłę, żyję z pasją, spełniam marzenia, jestem ciekawa co przyniesie mi nowy dzień! Mimo kilku stałych czynności i określonych godzin mam możłiwośc decydować o tym, co robię każdego dnia.

Psst… jeśli opis Twojego poranka jest całkiem inny, może już czas zastanowić się czy robisz w życiu właśnie to, czego chciałaś?

Ja staram się układać sobie codzienność tak, żeby nie zwariować. Na etacie bym zwariowała. Przeplatam trochę rutyny ze spontanicznością i monotonne schematy z lekkim szaleństwem. Z jednej strony cieszę się, że jest wrzesień i mam już większe możliwości do pracy – to też z tego powodu dopiero teraz ukazywać się będą nasze zdjęcia z wakacji (pierwotnie były tylko na IG). Dopiero teraz też wstając rano mam możliwość siąść spokojnie do maili i pracować wtedy, kiedy chcę – czyli w dzień a nie tylko nocą. Życie matki pracującej nocami nie należy do najprzyjemniejszych. Co też nie oznacza, że jest mi z tym jakoś szczególnie źle bo właśnie dzięki tym zarwanym nocom mogę w ciągu dnia być więcej z dziećmi. Tak wybrałam. Zawsze chciałam łączyć pracę z zaangażowanym macierzyństwem. To zawsze było moim priorytetem i dzięki temu nie mam wyrzutów sumienia. Teraz na nowo układam sobie co, gdzie i jak mam do zrobienia. Stęskniłam się za listami zadań i ich odhaczaniem. Z radością wykonuję swoje obowiązki, nawet te najnudniejsze ale ważne, że w ciszy i spokoju. Z początkiem września wydaje się to wspaniałe rozwiązanie ale z biegiem czasu, kiedy taka rutyna mi się znudzi jestem pewna, że spadnie motywacja a praca będzie momentami tylko przykrym obowiązkiem. Dlatego staram się pracować jak najwięcej w momentach, kiedy mi się chce. Kiedy mam na to największą ochotę. Pisząc w chwilach napływu weny wykorzystuję to na 100%. Mam gdzieś z tyłu głowy niewyjęte pranie z pralki czy brudną podłogę, która tęskni za odkurzaczem ale to wszystko na tę chwilę grzecznie czeka. Całe szczęście wciąż ubarwiam sobie też życie zawodowe, żeby nie dojść do momentu, kiedy nic mnie już nie ciekawi, nie cieszy i nie mam z tego frajdy. Uczenie się wciąż czegoś nowego daje zabezpieczenie przed poczuciem, że wiem już wszystko i nic więcej mnie w życiu nie czeka. Dbam o ciągły rozwój zawodowy, chociażby małymi kroczkami. Codziennie po trochu. Takie niekończące się drobne ulepszenia to ciągłe zaangażowanie. Motywują mnie każdego dnia i dają poczucie rozwoju osobistego. Staram się utrzymywać ten wciąż nieosiągalny balans. Między pracą a macierzyństwem, między domem a wyjściem do ludzi, między dziećmi a związkiem. No i między moją spontanicznością a potrzebną w codzienności rutyną.

Powiązane wpisy
Komentarze

Dodaj komentarz

Korzystając z naszego serwisu akceptujesz ustawienia cookie. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij