Matka zaniedbana vs matka pudernica
Nam matkom wydaje się, że z uwagi na pełnioną przez nas rolę w ponad ludzkim wysiłku należy się nam jakieś specjalne traktowanie. Takie przekonanie zostaje nam zapewne po 9cio miesięcznym okresie ciąży, kiedy każdy na nas chucha i dmucha, chroniąc brzuszek i rosnącą w nim fasolkę, dba o dobry humor mamy, spełniając jej zachcianki żeby wszystko było jak najlepiej i jak najwygodniej.
Poza tym, co gorsza przypisujemy sobie prawo do wymagania od otoczenia wielkiego ubóstwiania naszego macierzyństwa. Chcemy być chwalone, głaskane i podziwiane. Żyjemy w przeświadczeniu, że zasługujemy na wyjątkowy wypoczynek, wyjątkowe prezenty i wizyty u kosmetyczki bo każdy nasz dzień to pasmo utrudnień i poświęceń.
Osobiście jestem za tym, żeby kategorycznie wyzbyć się patrzenia na siebie jedynie jako na matkę i ograniczyć się w swojej życiowej roli tylko do mamowania, zostawiając za sobą atrakcyjna kobietę. Mogę to powiedzieć teraz po 5ciu latach ale dopiero teraz zaczynam to tak dobrze rozumieć. Dlatego jeśli potrzebujesz odpoczynku, masażu czy wizyty u kosmetyczki nie zwlekaj i nie żałuj – idź i zrób to. Nie sądzę żeby ucierpiał na tym obraz twojego macierzyństwa. Nie użalaj się nad swoim losem, nie usprawiedliwiaj tym całym umartwieniem następnego spaceru z fryzurą w stylu „bad hair day” mimo nieprzespanych trzech nocy pod rząd. Prawda jest taka, że umycie głowy zajmie Ci 10 minut razem z suszeniem, te 10 minut nie są warte odpuszczenia i paradowania 3 godziny z wózkiem ukrywając się w najmniej uczęszczanych uliczkach, żeby nie pokazywać się ludziom jednocześnie jednak mając odbębniony spacer.
Jestem w stu procentach przedstawicielką mam pudernic, które wiedzą, że trzeba zawsze dobrze wyglądać bo nigdy nie wiadomo kiedy spotkasz koleżankę, której nie lubisz.
Po urodzeniu dziecka nie odpuściłam sobie siebie, nie wychodziłam na spacer po nieprzespanej nocy bez pudru i różu, bez tuszu na rzęsach. Nie dałam się oswoić do codziennego braku makijażu i wyskokach do sklepu z nieumytymi włosami, nie chciałam przejść do porządku dziennego z moim brakiem czasu na siebie, nadal robiłam manicure nocami i farbowałam włosy kiedy wszyscy poszli spać. Do tej pory robię hennę na brwi kiedy w międzyczasie moje dzieci bawią się w wannie, zajmuje mi to 3 minuty.
Zawsze byłam zosią samosią, prawie wszystko potrafię zrobić sama, jestem z siebie dumna, że jestem taka ekonomiczna i mogę zaoszczędzić czas. Jednak czas nie zawsze da się przeliczyć i będąc mamą częściej sięgam po pomoc kosmetyczek i fryzjerek, czasem jedynie pod pretekstem wypoczęcia na fotelu przez godzinkę z dala od domowych obowiązków. Staram się jednak w tym wszystkim utrzymać względna harmonię i nie poświęcać więcej czasu na zabiegi kosmetyczne niż na sprzątanie domu.
Kiedy Kasia ze studia Chantal zaproponowała mi współpracę pomysł wydał się z początku dość szalony, ale kiedy zaczęłam w głowie „pisać” już ten tekst i zdania same układały się w całość pomyślałam, że jest to super okazja! Okazja żeby napisać parę słów do Pań z tej drugiej strony lustra, które na co dzień spotykam z wózkami i torbami pełnymi zakupów. Pań, które dawno zapomniały jak wyglądały może 5 czy 10 lat temu bo teraz całym ich światem jest dom i dzieci. Tych, które wychodzą z domu w dresach aby szybciej i wygodniej, nie zastanawiając się nad tym kogo spotkają i co ludzie o niej myślą, to te Panie, które gdzieś po drodze jednak zostawiły siebie ze średnią wizją powrotu i nie widza jak się zaniedbały. Często o wyjątkowej urodzie jednak nie na tyle wyjątkowej żeby naturalna świetlistość cery biła blaskiem przez cały dzień bez grama podkładu. Między kupką a zupką trudno im dostrzec stan skóry, włosów i paznokci. Zresztą zasadność tego jak się prezentują wydaje się pewnie oddalone o sto lat świetlnych od szarej, ciężkiej rzeczywistości. Przecież powinnyśmy zadowolić się faktem, że jesteśmy zdrowe i mamy zdrowe dzieci, że mamy co zjeść i gdzie mieszkać ale czy sprawiedliwe jest to jak odpuszczamy sobie siebie w imię tego wszystkiego? Czy matka, która nie odpuszcza uważana jest za samoluba i pudernicę?
Moja mama odkąd pamiętam namawiała mnie do robienia makijażu, sama uwielbiała się malować i nam, córkom swym jedynym chciała przekazać to, że kobieta powinna swoją urodę podkreślać. Nigdy nie chodzimy nie umalowane, nie uczesane czy w za dużych starych dresach. Mamy to na tyle wpojone jakby płynęło w naszej krwi od zawsze. Ciągle mam w głowie jej namowy, no weź umaluj się, pomaluj rzęsy chociaż, choć dam ci róż do policzków.. i tak raz po raz jej szuflady z kosmetykami zaczęłyśmy okupować dość systematycznie. Może to właśnie dzięki temu czy jestem mamą czy nie mamą idę z dzieckiem na spacer czy na spotkanie z koleżankami pamiętam, że jestem też sobą.
Dlatego chciałabym żeby wszystkie te Panie, które o sobie zapomniały rozejrzały się po okolicy i wynalazły sobie najbliższy salon urody ( ja mam swój najlepszy dwa kroki od domu) i odwiedzały go systematycznie wliczając te wizyty w swój miesięczny budżet. Jak jestem w Chantal widzę ile radości może przynieść taki chociażby seans manicure+pedicure z dziewczyną z pięknym uśmiechem wykonującą swoją pracę z tak wielkim zaangażowaniem i radością z uzyskanych efektów i zadowolenia klientki? Ile efektów przynosi profesjonalna pomoc w moich problemach skórnych odkąd zaczęła kompleksowo zajmować się mną profesjonalistka?
Chciałabym przy okazji poznać dziewczyny, które mnie tu odwiedzają z Łukowa i te, które mieszkają w pobliżu. Na FB organizujemy konkurs razem z Salonem Urody Chantal i jedna z Was ma szanse zgarnąć dla siebie karnet na 150 zł 😉 Wykorzystacie go na co Wam będzie potrzeba i chwila przyjemności przyda się na pewno! Powiedzcie mi kilka słów o sobie, dajcie się poznać będzie nam raźniej 😉



















